
W środę 16 stycznia 2019 roku minęła siedemdziesiąta czwarta rocznica wysadzenia przez Niemców Transatlantyckiej Radiotelegraficznej Centrali Nadawczej w Babicach – największego takiego obiektu w naszej części świata, który od 1923 roku zapewniał bezpośrednią łączność ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej czy Japonią. W latach PRL-u ta duma II Rzeczypospolitej popadała w zapomnienie… Dopiero w ostatnich latach podjęte zostały działania mające na celu przywrócenie pamięci o jej twórcach, zadaniach czy obrońcach. Jedną z takich inicjatyw było wydrukowanie na drukarce 3D makiety obiektu w skali 1:2000. Powstała ona specjalnie na wystawę „Niepodległa w eterze. Radio i radiofonia w Polsce w latach 1918-1989”. I właśnie we wspomnianą rocznicę umówiliłem się na rozmowę z twórcą tej niezmiernie przemawiającej do wyobraźni miniaturki, panem Ryszardem Dulskim.
Krzysztof Sagan: Podczas wernisażu drugi kurator wystawy – prywatnie Pana córka – mówiła, że pomysł na pokazanie historii polskiej radiofonii zrodził się już kilka lat temu…
Ryszard Dulski: Tak, to prawda. Pomysł zorganizowania wystawy rzeczywiście przewijał się od kilku lat. Współpraca z Muzeum Fonografii zapowiadała się dość interesująco i zawsze padały takie uwagi ze strony dyrektora, że owszem, jest tym jak najbardziej zainteresowany, ale to powinna być jakaś taka znacząca rocznica. Wpierw była rocznica Polskiego Radia, ale nie udało się jej wykorzystać jako pretekstu do zorganizowania wystawy… No i wreszcie pojawiła się rocznica stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. W styczniu ubiegłego roku odbyło się takie spotkanie w Niepołomicach, została złożona przeze mnie i przez córkę propozycja wystawy tematycznej i to zostało zaakceptowane.
A jak dzisiejsza ekspozycja ma się do tej pierwszej wizji?
Ta rocznica zmieniła trochę pejzaż tej wystawy i cały scenariusz został już opracowany pod to, żeby w telegraficznym skrócie pokazać obecność Polski w eterze, podkreślić ten element walki o niepodległość, dokonania w okresie II Rzeczpospolitej itd. Muszę tutaj też powiedzieć o makiecie Radiostacji Babice, bo w pierwotnych zamierzeniach ona nie była brana pod uwagę. Jak Pan rzucił na wiosnę taki pomysł, to w pierwszej reakcji ja uznałem, że jest to pomysł irracjonalny, szalony. Dopiero później zacząłem jakoś tak na spokojnie dojrzewać i dzięki temu ta makieta w ogóle powstała. Zdecydowanie może się Pan czuć jej ojcem chrzestnym.
Wystawa to nie tylko setki eksponatów, ale też filmy, nagrania i plansze przybliżające historię. Czy była taka sytuacja, że przygotowując te materiały trafił Pan na coś zaskakującego?
Oczywiście! Kiedy przygotowywałem się do konsultacji tego scenariusza – bo to córka głównie go opracowywała – potwierdziła się stara zasada, że człowiek się uczy całe życie. Rzeczywiście spotkałem się z wieloma faktami, które albo dotychczas jakoś mi tak przemykały przed oczami, takie niezauważone, albo nie przywiązywałem do nich należytej uwagi. Przykładowo, zupełnie nowym odkryciem była pierwsza próba zorganizowania stacji radiofonicznej w Krakowie na budynku liceum Witkowskiego na ulicy Studenckiej. Ja stary Krakus, urodzony w Krakowie, wychowany w Krakowie o tym nie wiedziałem. Także to jeden z takich elementów. Bardzo dużo, ale to już mnie okoliczności do tego zmusiły, bardzo dużo musiałem się dowiedzieć o tej Transatlantyckiej Radiotelegraficznej Centrali Nadawczej. Tu bardzo mi pomógł w tym pan Raczek, autor, w zasadzie pod jego redakcją powstała książka, która opisuje historię tej radiostacji.
I chyba tę makietę można nazwać gwoździem wystawy?
Tak, makieta w zasadzie jest gwoździem. Próbuję sobie wyobrazić sytuację kiedy ja nie znając tej wystawy pojawiam się tam jako zwiedzający… to dzisiaj oceniam to tak, że ilość informacji jaka tam jest pokazana uniemożliwia praktycznie zapoznanie się takie dogłębne z tymi treściami podczas jednej wizyty. To jest niewykonalne. Tak tłumaczę to sobie sam, że gdybym to ja był tam po raz pierwszy, to w poczuciu tego niedosytu, tej świadomości, że były tam jeszcze jakieś informacje ciekawe, ale nie zdołałem się z nimi jeszcze zapoznać, prawdopodobnie bym się pojawił na tej wystawie po raz drugi, może po raz trzeci i tak dalej…
A który eksponat jest taką nierzucającą się w oczy perełką?
Tam jest kilka takich perełek. W sali „Żywioły radiowe: Morze” jest pokazany pełnomorski odbiornik nawigacyjno-korespondencyjny OMNK 112 A, to jest produkcja Radmoru. To jest unikalny odbiornik, bo to w tym modelu odbiornika zastosowano po raz pierwszy pomysł polskiego inżyniera, pana Tadeusza Szwakopfa, który rozwiązał znakomicie problem szybkiego ustawiania częstotliwości odbiornika z dokładnością do pół kiloherca w całym zakresie częstotliwości, a więc od 12 kHz do 30 MHz. Otóż, mówiąc w największym skrócie, jeżeli mamy skalę odbiornika, to jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że skala jest nieruchoma, na skali naniesione są podziałki, a ruchoma jest wskazówka. Tylko, że jeżeli odbiornik jest produkowany w seriach, to ze względu na rozrzut parametrów – m.in. odchyłki kondensatorów – nie da się wydrukować jednej skali, która byłaby dokładna dla dowolnego egzemplarza serii. W efekcie ta skala mogła być super dokładna w tym egzemplarzu na którym było przeprowadzane skalowanie, natomiast już na następnych ta skala będzie obarczona błędami. Inżynier Szwakopf wymyślił rzecz niebywałą, mianowicie wprowadził mechanizm, który powodował, że kręcąc gałką przekręcaliśmy wskazówkę, która pokazuje na skali częstotliwość… ale zamiast nieruchomej skali on wprawił tę skalę w ruch przy pomocy specjalnej krzywki dorobionej specjalnie, oddzielnie do każdego egzemplarza odbiornika. W związku z tym każdy egzemplarz odbiornika miał skorygowane błędy w ustawieniu częstotliwości. I ten odbiornik rzeczywiście bez względu na numer seryjny gwarantował szybkie, dokładne ustawienie częstotliwości. To było absolutne nowum i na pewno byłoby szlagierem, gdyby nie fakt, że mniej więcej w tym samym czasie angielski Racal wypuścił odbiornik Racal 1772 z odczytem cyfrowym. I tutaj zderzyły się dwa światy – świat tej techniki analogowej, którą człowiek jednak potrafił zmusić do zapewnienia dokładności odczytu i świat techniki cyfrowej, która ten problem rozwiązała. To jest pierwszy taki diamencik. Drugi też dotyczy Radmoru. Mianowicie tam jest zaprezentowany prototyp w serii modelowej mini wieży – bo Radmor produkował też sprzęt domowego użytku i to sprzęt, który się cieszył bardzo dobrą opinią, a dzisiaj jest uznawany przez melomanów jako sprzęt kultowy – to był przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Ta mini wieża składała się z tunera z przełączanym niskim i wysokim UKF-em, equalizaera i ze wzmacniacza 2x20 W. I to mógł być szlagier rynkowy… i nie stał się szlagierem, bo to już były te czasy, w których rynek został zawalony błyszczącym badziewiem z Azji. Ponieważ ceny były niższe to ludzie oczywiście kupowali sprzęt tańszy, po to, żeby się po latach zorientować, że z jakością nie ma on nic wspólnego… A Radmor wobec takiej sytuacji rynkowej wycofał się z produkcji sprzętu powszechnego użytku. To jest niewątpliwie perełka i techniczna i historyczna.
W niektórych regionach rozpoczęły się już ferie zimowe. Droga w góry dla wielu osób może oznaczać przejazd nieopodal Niepołomic. Dlaczego warto, aby nieco zboczyli z trasy i zobaczyli tę wystawę?
Chociażby po to, żeby skonfrontować dzisiejszą łączność, która funkcjonuje w górach z czasami nie tak odległymi, bo przecież początki górskiej łączności radiowej to są lata sześćdziesiąte raptem. Pół wieku temu GOPR w geście rozpaczy zwrócił się z publicznym apelem o pomoc w rozwiązaniu łączności radiowej w górach, niezbędnej do prawidłowego i bezpiecznego prowadzenia akcji ratowniczych. I człowiekiem, który odpowiedział na ten apel – i zapisał się złotymi literami w historii ratownictwa i łączności – był pan Wojciech Nietyksza. On skonstruował niezawodny sprzęt i dla ratowników górskich i dla alpinistów. I dzięki temu właśnie polscy alpiniści potrafili zdobywać najtrudniejsze szczyty świata i zawieszali polską flagę na tych szczytach. Gdyby nie mieli łączności radiowej nie byliby w stanie tak zorganizować wyprawy, żeby się zakończyła sukcesem. Dzisiaj bez łączności radiowej już nikt nie potrafi funkcjonować. I właśnie ta wystawa w wątku „Żywioły radiowe: Góry” ma pokazać postawę tych wspaniałych Polaków – z jednej strony zdobywców szczytów, bo to byli rzeczywiście ludzie, którzy zasługują na najwyższy szacunek… a z drugiej strony krótkofalowca i jego dwóch kolegów, już nieżyjących braci Chojnackich, którzy własnymi siłami, własnym sumptem potrafili to zrobić i produkować. Oni to robili w czasach, kiedy w zasadzie niczego nie dało się zrobić, bo nie było niczego…
Zatem zapraszamy wszystkich tych, którzy jeszcze się wahali…
W moim odczuciu – jeżeli ktoś się czuje Polakiem – to obejrzenie tej wystawy wprawi go w poczucie dumy… bo jest z czego być dumnym!
Przydatne informacje
Wystawa „Niepodległa w eterze. Radio i radiofonia w Polsce 1918-1989”
Muzeum Fonografii przy Małopolskim Centrum Dźwięku i Słowa
Niepołomice, ul. Zamkowa 4
Godziny zwiedzania: 10:00-18:00
Szczegóły: http://www.muzeum.niepolomice.pl/index.php/muzeum-fonografii
Comments
Makieta stacji nadawczej z Bibic, 100 rocznica odzyskania niepodległości, autentyczne eksponaty, pomysł wystawy obejmujący m. in. czasy PRL-u oraz Autor i jego niezwykła pasja sprawiają, że spodziewam się wielu jeszcze innych ciekawych doznań na miejscu ekspozycji.