RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 01.02.1926. Fragment artykułu o wykładach radiowych, Stanisław Srokowski. Źródło: „Dziennik Poznański”, 5.02.1926; Wikipedia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Stanis%C5%82aw_Srokowski_portret.jpg)

Odczyt „Z krainy Czarnego Krzyża” autorstwa Stanisława Srokowskiego, byłego konsula RP w Odessie i Królewcu.

Stare to dzieje, że Polska położona na międzymorzu bałtycko-czarnomorskiem, na krańcach środkowej Europy, przytem pozbawiona naturalnych granic z reguły ulega dwustronnemu naciskowi Wschodu i Zachodu. Bywają momenty, że groźniej wygląda presja wschodnia, ale rzadko. Główne źródło niebezpieczeństwa leży niemal stale na Zachodzie. I znowu tak misternie się rzeczy układają, iż tylko sytuacja polityczna ukształtowana na dalszym i najdalszym Zachodzie podaje nam pomocną rękę. Tak było za Bolesława Chrobrego, kiedy polityka wielkiego mędrca na tronie papieskim Sylwestra II Gerberta, szachującego „święte rzymskie państwo narodu niemieckiego” i dynastję saską, ułatwiła nam rozbudowę własnej państwowości, tak działo się za Łokietka, gdy Bonifacy VIII stanął za Polską przeciw wschodniej ekspansji dynastji Luksemburgów, tak za Jagiełły, gdy pobici w polu Krzyżacy bezskutecznie próbowali odegrać się politycznie na soborze konstancyjskim, tak za Napoleona Wielkiego, restaurującego po bitwie pod Jeną i Auerstaedtem bodaj częściowo niezawisłe państwo polskie, tak nareszcie jest i obecnie. Wielkie zwycięstwa demokracyj zachodnich na polach Francji i Belgji rozkuły ostatecznie kajdany polskie. Enuncjacja Rosji, rezygnująca z ziem polskich, nosi datę nieporównanie wcześniejszą.

Tę różnicę dwóch zasadniczych nacisków na Polskę, wschodniego i zachodniego, doskonale rozumie każdy nieuprzedzony mąż stanu i to nietylko u nas ale i zagranicą, jak również i to, że cała współczesna polityka polska musi mieć na celu pokrzyżowanie planów niemieckich, zmierzających do izolowania nas a potem ograbienia.

Niemcy walcząc z nami czepiają się wszystkiego. Zatem historji, dowodząc, że odebrane im traktatem wersalskim polskie ziemie to ich najprawdziwsze dziedzictwo, zatem racyj ekonomicznych, rzekomo domagających się złączenia niemieckiej kolonji wschodniopruskiej jednym traktem ziem z macierzą, zatem naszych stosunków wewnętrznych, a przedewszystkiem faktu, iż w granicach polskiego państwa żyje miljon ich rodaków.

I właśnie ta ostatnia okoliczność, ów spory procent polskich obywateli niemieckiej narodowości, jako odskocznia wrogiego nam działania, z wszystkich jest najgroźniejszą. Niemcy zawsze przyczepiać się mogą do tego lub owego konfliktu wynikającego z współżycia polsko-niemieckiego lub bodaj pozorów konfliktu i wszcząć akcję o charakterze przełomowym w momencie dla nas najkrytyczniejszym.

Tem więcej zaś stać się to może, że potęga niemiecka powojenna rośnie po prostu w oczach.

Traktat wersalski z roku 1919 pozbawił pobite Niemcy floty wojennej i handlowej, zabranej jako odszkodowanie za te niezliczone statki, które zatopiła sławna niemiecka wojna podwodna. Dziś po 6 latach Niemcy mają prawie ten sam tonaż, co niegdyś a w Hamburgu już w roku 1922 morski ruch przywozowy i wywozowy dosięgnął cyfr przedwojennych, zrazu coprawda nie na swoich statkach.

Ani jedna fabryka niemiecka od chwili zawarcia pokoju nie zaniedbała ulepszeń w dziale maszyn służących do produkcji, a mimo dewastującego rzekomo Niemcy traktatu wersalskiego wzniosły się tam tysiące nowych warsztatów fabrycznych, tak że zdolność konkurencyjna Rzeszy jest obecnie większa niż kiedykolwiek poprzednio. Jeżeli to nie objawia się na zewnątrz w uderzającym przyroście bilansu handlowego, to owe zjawisko przypisać należy tylko tej okoliczności, iż w zniszczonej wojną Europie brak jest odbiorców na towar.

Zrazu opowiadali Niemcy wiele o swoich zrujnowanych finansach, czego oczywistym dowodem miała być trapiąca ich inflacja, przy zastosowaniu dziesięciogodzinnego dnia roboczego, używana po mistrzowsku do ożywienia tętna ekonomicznego państwa. Dziś po ofiarowaniu im w związku z realizacją planu Dawesa kapitałów zagranicznych mają walutę o ustalonej wartości, pokrytą do połowy złotem i wysokocennymi walorami, tak, że mogą jak niegdyś rzucać znowu setki miljonów na cele nie związane bezpośrednio z życiem ekonomicznem narodu, lecz służące do ugruntowania idei odwetu i nowej potęgi militarnej. Budżet wojskowy Niemiec na rok 1926 uległ zwiększeniu o 100 miljonów matek. Inne setki Miljonów idą na ożywienie przemysłu wojennego Sowietów i niebywałą wprost propagandę zagraniczną, która z żadną porównać się nie da.

Traktat wersalski miał na celu takie osłabienie militarne Rzeszy, aby po krwawej 4-letniej walce wywołanej przez pychę i drapieżność molocha militaryzmu niemieckiego, pochłaniającego w czasie pokoju krwawicę mas a w czasie wojny dziesiątki miljonów najpotrzebniejszych żywotów ludzkich, na zawsze albo przynajmniej na długo został unieruchomiony, bo chyba zupełnie zrozumiałe, że zbrojące się Niemcy pociągały za sobą zbrojenie się wszystkich innych.

I znowu zupełny zawód.

Niemcy posiadają obecnie wprawdzie małą tylko, bo 114 000 żołnierzy liczącą armję, ale obok niej inną nieporównanie groźniejszą. Składa ją 150 000 tzw. zielonej policji (Sipo), doskonale uzbrojonej, wyćwiczonej i udyscyplinowanej, a także liczna rzesza, a także towarzystw o charakterze wojskowym z „Stahlhelmem” na czele. Całe Niemcy pod wpływem tego ruchu militarystycznego zmieniają się w jeden wielki obóz, który każdej chwili jest w stanie rozpocząć akcję i zaatakować sąsiadów z wschodu lub zachodu, przedewszystkiem jednak od wschodu. Żaden z nich nie może w tych warunkach zaryzykować rozbrojenia się bo niewątpliwie bardzo prędko doczekałby się smutnych następstw swego kroku tem bardziej, że ewentualna akcja niemiecka oparta jest o potężny przemysł. Przeliczne fabryki dostarczają w lot i gazów i aeroplanów.. W tych warunkach cała praca międzysojuszniczych komisji rozbrojeniowych, które w związku z traktatem wersalskim działały w Niemczech od roku 1919, wydaje się więcej niż problematyczną. Cóż z tego, że zniszczono miljony gotowych pocisków, miljony karabinów, dziesiątki tysięcy armat, karabinów maszynowych, mjotaczy min itp. skoro możność produkcji nowych śmiercionośnych narzędzi została nienaruszoną, skoro istnieje wielki sztab niemiecki, skoro każdej chwili możliwą jest mobilizacja miljonów wyćwiczonych żołnierzy, skoro z roku na rok rośnie duch odwetu i przenika jaknajszersze masy. Wybór Hindenburga na stanowisko prezydenta państwa jest tych nastrojów najwidoczniejszym potwierdzeniem.

Także i układ w Locarno z października ubiegłego roku nie zmienił wiele na lepsze, a gdy idzie o Polskę podkreślił wyraźnie, że od strony zachodniej grozi nam wielkie i stałe niebezpieczeństwo. Locarno zaakcentowało różnicę między gwarancją wschodnią i zachodnią Niemiec. Gwarancja Anglji obejmuje tylko linję Renu, a nic nie chce słyszeć o dolnej Wiśle lub górnej Odrze. Gdy Niemcy wejdą do Rady Ligi w Genewie, co nie ulega już żadnej wątpliwości, a gdy my nie zdobędziemy tam miejsca dla siebie, będą w tym aeropagu narodów zapadały decyzje o nas bez nas i sytuacja państwa polskiego stanie się niezmiernie ciężką, szczególnie, gdy do trosk wybitnie politycznej natury przyłączą się jeszcze ekonomiczne.

Niemcy obecnie cierpią na brak eksportu, wolą jednak owe cierpnie niż zawarcie z nami traktatu handlowego, bo ten w drodze wymiany płodów mógłby przyczynić się do uregulowania naszego państwowego życia wewnętrznego. Na jego mąceniu zależy zaś Niemcom nadewszystko.

Szczególne usiłowania niemieckie kierują się atoli w kierunku Górnego Śląska i Pomorza. Górny Śląsk podminowywany ciągłą agitacją niemiecką doszedł dziś już do takiego stanu, że działacz polski w tym polskim kraju nie jest pewny swego życia, że bałamucona ludność traci tam wiarę w lepszą przyszłość, że po dawnemu wobec zorganizowanych niemieckich baronów ciężkiego przemysłu stoi wynędzniały i wygłodzony tłum robotników polskich. Bezrobocie śląskie szerzące się z łaski Niemców byłoby atoli jeszcze straszniejszem, gdyby nie możność jakiego takiego eksportu przez nasze porty bałtyckie, Gdańsk i Gdynię.

I właśnie o zamknięcie Polsce tego ostatniego okna na świat, o zlikwidowanie naszego dostępu do morza chodzi Niemcom nadewszystko. Jak długo droga wzdłuż dolnej Wisły jest w polskiem ręku, tak długo ciągle jeszcze nie mogą oni myśleć o skutecznem osaczeniu nas z wszystkich stron i o rzuceniu przed sobą na kolana na łaskę i niełaskę. Wiedzą oni doskonale, że w roku 1924 całe 33 proc. przywozu do Polski przeszło przez Gdańsk, a 37% proc. wywozu. Nie o połączenie zatem Prus Wschodnich z Rzeszą chodzi naszym wrogom, gdy mówią o odzyskaniu polskiego Pomorza, ale o takie ukształtowanie się stosunków w dziedzinie polskiego eksportu i importu, abyśmy się stali od Niemiec najzupełniej zawiśli. Stąd ta praca niemiecka na Pomorzu, krecia i ciągła, która niepokoi opinję w kraju, stąd ta ofiarność instytucyj niemieckich, nie cofających się nawet przed inwestowaniem dużych kapitałów w przemyśle i roli, gdy w rezultacie wzrasta przychylność dla niemieckich planów i koncepcji politycznych.

Ślepy nie dojrzy chyba co się dzieje w dwóch tych polskich województwach, górnośląskiem i pomorskiem, gdzie każdy dzień przynosi coraz to potężniejsze organizowanie się żywiołu niemieckiego. I powoływanie się nasze na dzisiejszy tytuł prawny do tych ziem albo na pomoc naszego rządu, który ma tak wiele zadań do spełnienia, nie doprowadzi zgoła do przekształcenia się stosunków. Zdziałać to może tylko samo polskie społeczeństwo, jego dojrzałość i jego zdecydowane stanowisko połączone z jednej strony z gotowością do pracy i ofiar, a z drugiej z pełną świadomością tego, że w Niemczech mamy typ narodowy nawskroś wojenny. Zdaniem Spencera nawet pozorne przejście Niemców z typu wojennego w przemysłowy jest potwierdzeniem tylko ich potrzeby ekspansji i dążności do podbijania drugich oraz urządzania świata na „ład niemiecki”.

Szczęściem tylko naszem jest to, że wojny Niemców z Polską na ogół pomyślne dla nich nie bywały.

I zapytać się godzi skąd to zjawisko? Przecież Niemcy o 5 wieków przed nami Słowianami wycywilizowani przez kontakt z ludami romańskimi byli zawsze liczniejsi i zawsze w walkę wnosili przewagę techniczną.

Oto wyjaśnienie może być jedno. Napadnięci Polacy bronili swych siedzib i stąd czerpali potężny zasób sił moralnych, na których Niemcom stale zbywało. Podobnych rzeczy doświadczyli zresztą także Niemcy i w Czechach za czasów wojen husyckich.

Tę siłę moralną, jako najpotężniejszą broń trzeba jednak w sobie mieć i stale o nią dbać. Wtedy dwa razy nawet bardziej spotężniali Niemcy z wszystkimi swoimi gazami, bombami i aeroplanami nie będą nam straszni.

Czy tę siłę jednak już mamy? Czy posiadamy tę głęboką, serdeczną i wierną miłość Ojczyzny i to konieczne oddanie się jej bez granic? Czy mamy należyte zrozumienie wpływów starego, podlącego jarzma niemieckiego? Czy umieliśmy w duszach naszych wyhodować postanowienie odrzucenia od siebie daleko wszystkiego, co niemieckie? Czy rozumiemy, że każda nawet pochwała Niemca dla nas Polaków jest hańbą i że gdy idzie o sędziów, kompetentniejszych mamy zawsze we Francuzach, Włochach  lub Anglikach? Czy w życiu codziennem, tem szarem, zwykłem, stoimy zawsze na straży polskiego honoru i polskich uczuć? Czy każdy z nas w swoim małym zakresie robi to, co powinien, aby gdy kiedyś przyjdzie godzina rozprawy cały naród stanął jak mur do twardego dzieła?

Odpowiedzi na te pytania muszą być niestety dość cierpkie. Jeżeli działanie naszego narodu w całokształcie może nas zadowalniać, to zachowanie się jednostek aż nazbyt często przejmować tylko żalem, niechęcią, jeżeli nie wstrętem i rozpaczą.

Przedewszystkiem ten stały nałóg nie tylko prostych tłumów, ale i najwybitniejszych jednostek społeczeństwa polskiego uważania wszystkiego, co niemieckie, ciągle jeszcze za lepsze, sprawniejsze i korzystniejsze. A zatem bezustanne bajdy o tych dobrych czasach z przed 12 lat, kiedy „za Niemca” to, a to tyle kosztowało, kiedy bywało to coś doskonałem, dziś zaś jest marnem, drogiem i niedostępnem. A zatem niepotrzebne i ubliżające stanowisku polskiego urzędnika niemieckie rozmowy z pierwszem lepszem indywiduum, które się po niemiecku odezwie, choć się wie, że ono równie dobrze rozumie po polsku. A zatem zapychanie przez kupców wszystkich składów i sklepów i to nie tylko galanteryjnych, ale i spożywczych różnemi „ersatzami” niemieckimi. A zatem kupowanie książek niemieckich i dzienników, które można znaleźć nawet w kioskach stacyjnych, a które treścią swoją szerzą w Polsce defetyzm i kult Berlina. A zatem niechęć i to wcale powszechna nawiązania stosunków handlowych z szerokim światem, bez czego zawsze będziemy pupilami Germanji. A zatem niezrozumienie dla takich kardynalnych zadań, jak polskiej floty handlowej, czego wyraźnym dowodem jest fakt, że obecnie zdaje się ani jeden statek nie pływa pod polską flagą. A zatem niedostateczne popieranie zabiegów zmierzających do zszeregowania opinji polskiej przez Związek Obrony Kresów Zachodnich i inne podobne organizacje.

I takich uwag moglibyśmy uczynić jeszcze wiele. Kto ma uszy ku słyszeniu, a oczy ku widzeniu umiłowanie zaś Polski w sercu, a przytem prawdziwą chęć jej służenia, ten bez trudu powyższy spis potrafi sobie uzupełnić i będzie go zasilać coraz to nowemi obserwacjami. Dostrzeże on też łatwo, że niemczyzna w Zachodniej Polsce w ostatnich 2 latach podniosła ogromnie karku, zauważy, że z stanowiska niezdecydowanej obrony przeszła do ataku, rzecz prosta, że podstępnego i skrytego, tem jednak niebezpieczniejszego.

Przedewszystkiem odzyskała ona na tym cudzym dla niej gruncie polskim wiarę w siebie. Nawet tolerancję polską wytłumaczyła sobie w sposób swoisty, to jest jako lęk przed wrzeszczącą, złorzeczącą i gestykulującą pięściami potęgą, od której na Zachodzie przedziela nas wątły kordon graniczny. Sprawa optantów niemieckich, mających Polskę opuścić w myśl konwencji wiedeńskiej i w Polsce mimo wszystko zatrzymanych jest tej psychologji najwymowniejszym dowodem.

I ten objaw nie tyle depresji duchowej po stronie polskiej ile raczej nierozwijania w sobie uczuć należytej pewności siebie i radości choćby tylko z wspaniałych rezultatów, do jakich bądź co bądź w ciągu 7-letniego istnienia przyszła młoda państwowość polska, należy uważać za rzecz godną zwalczania. Bo ta pewność siebie, ten nastrój psychiczny, który określa się także słowem „wiara” jest niezbędnym warunkiem naszego zwycięstwa w przyszłych a niewątpliwie ciężkich jeszcze zapasach z niemczyzną jako nam wrogą a agresywną potęgą.

 

Ilustracja tytułowa:

Źródło ilustracji tytułowej: