Wydarzyło się 4.09.1925

Co łączy wiedzę o życiu ryb, filozofię babilońską, promienie ultrafioletowe i system szkolny w Japonii? Radiowy felieton „Rzeczypospolitej” z 4 września 1925 roku…
Pouczający jest przegląd programów radjowych. I tak jednego dnia znajdujemy: stacje niemieckie „puszczają” wiadomości encyklopedyczne, od odczytów o życiu ryb czy farbowaniu domowem do klasycznej muzyki i dysertacji o filozofji babilońskiej. Drezno daje lekcję gry szachowej, Kilonja lekcję muzyki. Oczywiście muzyka do tańca nie jest zapomniana. Paryż daje mowę Prezydenta Rzeczypospolitej na jakimś bankiecie, dwudziestą drugą lekcję esperanto i wykład prawa leśnego. Stacja holenderska ma odczyt o promieniach ultrafjoletowych i o systemie szkolnym w Japonji. Nowy Jork „broadcastuje” nabożeństwa i jazzband murzyński hotelu „Walldorf-Astoria”. Rzym ma całą „Toskę”.
Powiedzieć, że wystarczy mieć dość silny aparat (i umieć nastawić go na różne długości!), by usłyszeć w swym gabinecie jeden z powyższych numerów.
Na poznawczą rolę radia zwraca również uwagę tekst opublikowany tego samego dnia w „Dzienniku Poznańskim”:
Radjofonja w Stanach Zjednoczonych stała się obecnie codzienną potrzebą każdego obywatela. Amerykanin nie rozumie, jak się można obyć bez radioodbiornika, który mu daje możność słyszenia najświeższych nowin politycznych, handlowych ii przemysłowych, zapowiada pogodę, a wieczorem produkcjami muzycznemi czas uprzyjemnia. Każdą ważniejszą mowę polityczną, zwłaszcza podczas kompanji przedwyborczej, wypowiada się przed mikrofonem stacji nadawczej, nawet ciekawe procesy sądowe przekazuje się przez radio. Nic też dziwnego, że w Ameryce ta gałęź przemysłu tak dobrze się rozwinęła.
W dalszej części autor, podpisujący się inicjałami W.Z., przeszedł na polski grunt.
Zróbmy teraz porównanie z naszemi stosunkami. Kardynalny błąd jest ten, że spóźniliśmy się o parę lat z ustawą. Prawie rok zwlekaliśmy z udzieleniem koncesji na stację nadawczą, a teraz prawdopodobnie stracimy jeszcze raz tyle czasu na uruchomienie takowej. A że stracimy, to pewne, gdyż stosunki panujące w Warszawie postępowem załatwieniem spraw nie grzeszą. Przytoczę na dowód jeden wypadek. Pewien poznański instytut naukowy, pod wszelkiemi względami bardzo dogodny dla badań z dziedziny prądu szybko zmiennego złożył półtora roku temu podanie o zezwolenie zawieszenia anteny. Podanie powędrowało do Warszawy i wróciło z odmowną odpowiedzią. Przytem urzędniczyna redagujący odpowiedź pozwolił sobie nawet na uwagi o niekorzyści dla pracy naukowej, wynikającej z zajmowania się radjotechniką. Mieliśmy okazję oglądać to curiosum dwudziestego wieku, wieku lotnictwa i elektryczności.
Ale wróćmy do naszych stacji nadawczych. Jeżeli nawet mimo wszelkich trudności owe powstaną dostarczenie szybko, to stacja warszawska jeszcze zupełnie nie wystarczy dla zapewnienia dobrego odbioru w całym kraju. Przewidziana jest budowa jeszcze kilku słabszych stacji w poszczególnych miastach Rzeczypospolitej, ale tego też mało, gdyż uprzywilejowane miasta (podobno Poznań, Kraków i Wilno) będą podobne do wysepek na bezludnem morzu. Czy nie byłoby zatem wskazane, żeby instytucje samorządowe, naukowe i inne nie licząc na zyski zmontowały na własną rękę maleńkich stacyjek radjofonicznych nadawczych, któreby w czasie przejściowym mogły służyć potrzebom polskiego broadcastingu. Takie lokalne stacje nadawcze z korzyścią użyte byłyby dla celów oświaty pozaszkolnej, a nawet administracyjnych.
Dalej autor przedstawił zestawienie finansowe – obliczył, że stuwatową stację nadawczą zapewniającą zasięg stu kilometrów przy wykorzystaniu krajowych części dałoby się zbudować za dwa tysiące złotych. Jak pisaliśmy kilka dni temu, pomysł nie był nowy i w Krakowie już starano się go wdrożyć…
Ilustracja tytułowa: Jeden z planów radiofonizacji Polski
Źródło ilustracji tytułowej: „RAdjo” 14/1927


Comments
There are no comments