Wydarzyło się 15.09.1925

Kontynuujemy dziś przeglądanie dodatku radiowego „Rzeczpospolitej”, który ukazał się w niedzielę, 13 września 1925 roku. Oprócz wywiadu – jak wówczas nazywano taki typ artykułu – z Zygmuntem Chamcem znalazło się tam również podsumowanie sytuacji polskiego broadcastingu. Nasi uważni Czytelnicy nie odnajdą tu zbyt wiele nowości, pozwoli to jednak na uporządkowanie obrazu sytuacji osobom, które dołączyły w ostatnim czasie.
Zagranicą bezpośrednio po wojnie światowej, u nas dopiero w październiku 1924 roku korzystanie z radjo udostępnione zostało szerszemu ogółowi społeczeństwa. Na rynku radjowym zapanowało spodziewane ożywienie. Firmy radjotechniczne otwarły na ścieżaj swoje podwoje, a skoordynowane rzesze miłośników radjo pospieszały po zakupy. Na dachach Warszawy i większych miastach Polski ukazywać się zaczęły liczne anteny radjowe.
Ruch jednakże słabnie w bardzo krótkim czasie. Wygórowane ceny aparatów, brak jakichkolwiek podstaw teoretycznych wśród wielu posiadaczy radjoaparatów odbiorczych, brak programów transmisji radjofonicznych w Europie, a co najgłówniejsze: brak własnej stacji radjofonicznej – sprawiły to, że w szeregi miłośników radjo wstępować zaczęło rozczarowanie i zwątpienie.
Polski Radjoklub i Polskie Towarzystwo Fizyczne rozpoczynają propagandę celem spopularyzowania radjofonji wśród naszego społeczeństwa. Powstają kluby i zrzeszenia radjoamatorów, a nabywaną stopniowo wiedzę teoretyczną nasi młodzi konstruktorzy starają się wcielać w czyn. Przystępują do budowy tanich aparatów detektorowych. Lecz cóż z tego? Zbudować sobie tani aparat detektorowy bardzo łatwo. Ale wobec braku własnej stacji broadcastingowej pożytek z niego niewielki, gdyż na aparacie detektorowym 25-kilowatową stację słyszeć można zaledwie w promieniu 150-200 kilometrów. Próżne wysiłki.
Nasze sfery przemysłowe-handlowe zdają sobie doskonale sprawę z tego, że bez własnej stacji broadcastingowej o racjonalnym rozwoju i trwałym ruchu radjotechnicznym w kraju mowy być nie może. Składają przeto postulaty sferom rządowym i, wskazując na gospodarcze i kulturalne znaczenie radjofonji, domagają się spiesznego załatwienia koncesji na eksploatowanie broadcastingu w Polsce. Sfery rządowe się naradzają, czekają radjoamatorzy, ruch jednakże na rynku radjowym zamiera.
Pragnąc wywołać jakie takie ożywienie na rynku radjowym i oddziałać pośrednio na nasze czynniki rządowe Polskie Towarzystwo Radjotechniczne buduje i uruchamia na własne ryzyko w lutym r.b. próbną stację radjofoniczną w Mokotowie. Stacja działa, a tymczasem prasa stołeczna bierze radjofonję pod swoją opiekę. Ukazują się wzmianki, komunikaty, artykuły, a długie programy transmisji radjofonicznych zamieszczane codziennie w pismach, zaoszczędzają posiadaczom radjoaparatów długich poszukiwań „przypadkowej fali” i umożliwiają pewny odbiór tych czy innych stacji zagranicznych oraz stacji Polskiej.
Własne koncerty wpłynęły bardzo na ożywienie się ruchu radjowego, wyrazem czego jest 237 zezwoleń na instalacje radjoaparatów odbiorczych w marcu, wobec 185 zaledwie – w lutym wydanych na terenie samej tylko Warszawy.
Sprawa koncesyjna jest ciągle tematem narad; tymczasem po trzech miesiącach egzystencji Warszawska Stacja radjofoniczna komunikuje, że wobec wielkich wydatków związanych z nadawaniem koncertów i braku odpowiedniego poparcia zzewnątrz zmuszona jest zaprzestać dalszych transmisji.
Przy żywym współudziale red. p. S. Odyńca i dyr. Rudniewskiego dnia 2 maja r.b. zostaje zwołana konferencja przedstawicieli radjotechników i radjoprzemysłowców, na której zapadła uchwała podtrzymania egzystancji stacji PTR i na ten cel poszczególne firmy zobowiązują się wpłacać pewne kwoty miesięczne. Zbiórka sum idzie opornie i dnia 31 maja stacja zostaje zamknięta, a jako skutek – w czerwcu wydano w Warszawie tylko 41 pozwolenie na instalacje radjoodbiorcze.
Co było dalej? Przypomnimy jutro…
Ilustracja tytułowa: Pierwszy odbiornik Marconiego
Źródło ilustracji tytułowej: „Rzeczpospolita”, 13.09.1925


Comments
There are no comments