Wydarzyło się 18.09.1925

W piątek, 18 września 1925 roku, swoje czterdzieste drugie urodziny obchodził Ludomir Różycki, kompozytor, którego utwory wielokrotnie można było usłyszeć na fali 385 metrów. W kwietniu 1925 roku osobiście usiadł też przed fortepianem stojącym w studiu. Był synem Aleksandra (herbu Poraj) i Anny z Mańkowskich (herbu Jastrzębiec). Muzycznie kształcił się m.in. pod kierunkiem Aleksandra Michałowskiego i Zygmunta Noskowskiego. Jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości – m.in. wraz z Karolem Szymanowskim i Grzegorzem Fitelbergiem – wydawał i propagował nową muzykę. W okresie II RP zajął się przede wszystkim komponowaniem. Po II wojnie światowej był dziekanem Wydziału Teorii, Kompozycji i Dyrygentury w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Zmarł 1 stycznia 1953 roku. Pochowany został na Powązkach Wojskowych w Warszawie.
A skoro jesteśmy już przy muzyce, prześledźmy „Luźne uwagi o muzyce w radjofonie” znanego nam już Adama Wieniawskiego. Tekst o tym tytule ukazał się w dodatku radiowym „Rzeczpospolitej”.
Koncerty radjowe organizowane ostatnimi czasy w Warszawie cieszyły się coraz większym powodzeniem pomimo, że aparaty dotychczasowej stacji nadawczej były stosunkowo o bardzo niewielkiej sile, co wpływało nieraz ujemnie na precyzyjność i subtelność wykonań. Dzięki koncertom urządzanym staraniem naszego pisma miałem niejednokrotnie możność bliższego zaznajomienia się ze szczegółami dotyczącymi ewentualnej wzorowej organizacji podobnych koncertów oraz z wrażeniami, jakich słuchacze doznawali. Na skutek tego nasuwa się szereg uwagi, któremi dziś z czytelnikami naszymi podzielić się pragną.
Rzecz oczywista – dla radjofonu sztuką par excelence wskazaną jest muzyka. Lecz czy każdy rodzaj muzyki nadaje się do „broadcastingu”? Bezwarunkowo – nie! Zdaniem mojem, mało odpowiadają naturze dotychczasowych aparatów utwory w kompletach wyłącznie bardzo szybkich, utwory najeżone trudnościami technicznemi, passażami, biegnikami i gamami, zwłaszcza w odcieniu „forte”. Natomiast przepięknie wychodzą zazwyczaj dzieła o kantylenie szerokiej, w tempach powolnych lub umiarkowanych, przyczem pożądanem jest, by wykonawcy dawali w ogóle minimum siły wydobywania dźwięku z instrumentu lub krtani.
Najodpowiedniejszymi instrumentami wydają mi się instrumenty o najsłabszych obertonach. A więc, zasadniczo, fortepian jest instrumentem złym dla radjofonu, chyba używany wyłącznie bez pedału i to w utworach o charakterze bardziej lirycznym niż popisowym. Wychodząc z tej zasady, gra niejednego muzykalnego dyletanta może dać w radjofonie słuchaczom większą dozę pojemności od gry olśniewającej – gry wirtuozów estradowych grających utwory techniczne bardzo trudne, w wysokiem napięciu dynamicznem. Znakomicie brzmią organy i wszelkie inne instrumenty drewniane dęte – złe są blaszane, zarówno jak i większość perkusyjnych, z powodu zbytniego drgania obertonów w tych instrumentach. Prawie że najlepiej brzmią mało w orkiestrach używane gitary wszelkiego rodzaju, cytry, mandoliny i bałałajki. Przyszły „idealny” skład typowego broadcastingowego zespołu winien więc być zupełnie specjalnie wykombinowany.
Na tej samej zasadzie silnego drgania obertonów głosy ludzkie nie duże, a powłóczyste i miękkie więcej odpowiadają audycjom radiofonicznym od głosów potężnych o mocnych wibracjach metalicznych. W wzorowem zaś wykonaniu zespołów chóralnych powinien kierownik muzyczny wzmacniać siłę tonu głosów niskich, a osłabiać niuanse głosów wysokich. To samo dotyczy unormowania dobrego dla radjofonu brzmienia zespołów instrumentalnych. Najwygodniejszym dla uzyskania tego celu sposobem jest ugrupowanie wykonawców wprost odwrotnie niż na estradzie koncertowej – instrumenty lub głosy niskie na przodzie, wysokie w tyle.
Programy obejmować mogą produkcje muzyczne wszelakiego rodzaju, ale powinny przedewszystkiem mieć na celu szerzenie kultury przez progowanie „dobrej” muzyki, a nie służyć prawie wyłącznie celom rozrywkowym, jak np. w Stanach Zjednoczonych. U nas, w Polsce, powinniśmy wykonywać jaknajczęściej fragmenty niegrywanych nowych i starych oper polskich, poprzedzając audycje odpowiednimi odczytami. Oddamy tem wielką sztuce polskiej przysługę, a zainteresowanie do tego rodzaju audycji jest, jak już nam osobiste nasze doświadczenia wymownie wykazały, wyjątkowo żywe.
Ilustracja tytułowa: Ludomir Różycki
Źródło ilustracji tytułowej: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Comments
There are no comments