RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 22.09.1925. Defilada oddziałów Policji Państwowej w Krakowie. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wtorek, 22 września 1925 roku, był czwartym dniem w liczonym od soboty Tygodniu Policjanta Polskiego. To ogólnopolskie święto ustanowione zostało w dziesiątą rocznicę powołania polskiej służby bezpieczeństwa. W ramach obchodów krakowskich od poniedziałku do piątku w godzinach wieczornych przewidziano koncerty radiowe. Odbywały się one znanym już nam w Muzeum Przemysłowym przy ulicy Smoleńskiej. Przebieg jednego z takich koncertów zrelacjonował „Ilustrowany Kuryer Codzienny” z 26 września. Opis poczynań „czarodzieja” przytaczaliśmy już w naszym cyklu. Teraz pora na dłuższy fragment artykułu.

I oto – zaczyna się… „Czarodziej” siedzący przy aparacie zapowiada koncert z Rzymu. Słuchamy: rozlegają się urwane tony jakiejś pieśni, a potem – trzask, turkot, piszczenie, wycie… „Czarodziej” zwraca się do publiczności z wyjaśnieniem, że to „mówi” dębnicka stacja iskrowa. Za chwilę uspokoiło się nieco. Publiczność dowiaduje się, że za chwilę usłyszy koncert nadany z Elberfeldu. I istotnie słychać kilka urwanych dźwięków orkiestry, a potem trzask, turkot, piszczenie, wycie… To znów „mówi” – stacja dębnicka. Siedzący przy aparacie „czarodziej” prosi o chwilę cierpliwości, gdyż wkrótce nadany będzie koncert z Drezna. Niezadługo istotnie rozlegają się jakieś porwane dźwięki, poczem znów słychać trzask, piski, wycie… To znów „mówi” stacja dębnicka…

Ta stacja dębnicka to jest prawdziwy skandal, z którym jak najrychlej w imię kultury skończyć należy. Słyszeliśmy niedawno, że czynność stacji dębnickiej będzie zawieszona w godzinach nadawania koncertów radjowych. Wczorajsze „koncerty” świadczą najlepiej o tem, jak ta obiecanka została spełniona. Okazuje się, że stacja dębnicka uniemożliwiała wysłuchanie koncertów nietylko wtedy, gdy była zajęta przyjmowaniem czy też przesyłaniem depesz, ale także i wówczas, gdy nie spełniała tych funkcyj. Jakkolwiek bowiem chwilami nie szły żadne depesze, to jednak maszyna stacji dębnickiej była mimo to czynna. Kraków długo zapewne jeszcze nie będzie mógł korzystać, dzięki stacji dębnickiej, z aparatów radjowych, z których w krajach zachodnich korzystają nawet zwierzęta… I to jest kompromitujący skandal!

Autor tego artykułu się nie podpisał… a szkoda. Wyjaśnienie opublikowane kilka dni później wskazuje, że Kraków owszem miał problem, ale raczej z rzetelnymi artykułami i słabymi odbiornikami…

Bardzo często słyszymy w szczególności na publicznych produkcjach rozmaitych firm radjowych, gdy licznie zgromadzona publiczność przez kilka godzin daremnie siedzi i wyczekuje koncertu, że „koncert nie udaje się, ponieważ stacja dębnicka przeszkadza”. Tak było niedawno na koncercie radjowym z okazji „Tygodnia policjanta”. Wówczas koncerty te nie udały się a nazajutrz ukazały się w dziennikach wzmianki zwalające winę na stację dębnicką. Musimy stwierdzić na podstawie dokładnych informacji zasięgniętych zarówno na stacji dębnickiej, jak i u radjo-amatorów, że w tym czasie absolutnie Dębniki nie pracowały.

Gdzieś więc leży wina niepowodzenia publicznych produkcyj radjowych? Sprawą tą należy się szerzej zająć, albowiem wyjaśnia ona powody zamierania w Krakowie ruchu radjo-amatorskiego. Kraków zalany jest najgorszemi aparatami radjofonicznemi i najgorszemi częściami składowemi, jakie zagranica a przede wszystkim Wiedeń i Berlin za pośrednictwem jak grzyby po deszczu wyrosłych firm radjowych wpycha radjo-amatorom krakowskim. Aparaty sprzedawane w Krakowie nie mają żadnej wartości, gdyż są to pierwsze próby, jakie czyniła zagranica w dziedzinie radjofonji, a przez zagranicę dawno już porzucone. Tak samo i części składowe są przestarzałe, z lichego materjału i nie odpowiadają dzisiejszym zdobyczom w dziedzinie radjofonji. A jeżeli dodamy, że sprzedawcy sprzętu radiofonicznego w Krakowie rekrutują się przeważnie z niefachowców niemających nic wspólnego z elektroniką, to zrozumiemy dlaczego produkcje radjowe nie udają się, i tu mamy powód zniechęcenia amatorów krakowskich do kontynuowania tak pięknego ruchu radjowego.

Z tą istną plagą pośredników radjowych trzeba rzeczywiście raz skończyć, a inicjatywa powinna wyjść z krakowskiego radjoklubu, który tak wielkie już zasługi położył dla rozwoju radjofonji w Krakowie. Nie można przecież dopuścić, aby grupa „czarodzieji” wyłudzała grosz od publiczności nie dając w zamian nic. A takim też „czarodziejem” był ów sprzedawca radjowy demonstrujący w Muzeum przemysłowem swój „szund” berliński, a który za nieudałe „przedstawienie” zwalił winę na stację dębicką.

Sprawa miała swój ciąg dalszy. Nieco ponad dwa tygodnie później Krakowska Wytwórnia Aparatów Radio opublikowała w „Ikacu” ogłoszenie następującej treści:

Na liczne zapytania co do nazwiska firmy, która spowodowała skandal radiowy w Muzeum Przemysłowem oświadczamy, iż nasza firma żadnego udziału w tych demonstracjach nie brała. Nazwiska niefortunnych „czarodzieji” były podane poprzednio na afiszach.

Ilustracja tytułowa: Defilada oddziałów Policji Państwowej w Krakowie

Źródło ilustracji tytułowej: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Comments

There are no comments

Post a comment