RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 18.03.1926. Radio w cukierni. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Nie wspominaliśmy w styczniu br. o międzynarodowym tygodniu radiowym… bo też żadna z przeglądanych przez nas gazet o nim nie wspominała. Tym większe było nasze poruszenie, kiedy w „Dzienniku Poznańskim” z 18 marca 1926 roku znaleźliśmy podsumowanie tej akcji mającej polegać na wymianie programów europejskich i amerykańskich. W tym kontekście nie dziwi padające w tekście stwierdzenie, że wyniki „nie przedstawiają się zbyt okazale”.

Biuro radjofoniczne w Genewie stwierdza, że wpłynęły tylko nieliczne sprawozdania, z których wynika pewny odbiór stacji amerykańskich w Europie. Słabe rezultaty odbioru w Europie uniewinnia niekorzystnemi warunkami atmosferycznemi.

Natomiast odbierano w Ameryce dość licznie różne stacje europejskie, jak wynika z niezliczonych sprawozdań amatorów amerykańskich. Tłumaczy się to ogromnem rozpowszechnieniem w Ameryce aparatów o wielkiem zasięgu, superheterodyn itd. Międzynarodowe doświadczenia zostaną w przyszłym roku powtórzone.

I tu znowu zdziwienie – co miał na myśli autor pisząc o wymianie programów, skoro uwzględniono tu DX-y amatorów… Jeśli natomiast chodziło o swego rodzaju zawody związane z odbiorem dalekich stacji, to jaką rolę w tym wszystkim miało Biuro Radiowe w Genewie? Jedyne co przychodzi nam do głowy, to że była to wymyślona w Genewie niewypromowana akcja mająca promować radio…

W tej sytuacji radio musiało promować się samo… Temu mogły służyć drukowane w prasie notatki o coraz to nowych społecznie użytecznych zastosowaniach tego wynalazku. Lwowska „Chwila” donosiła z Wiednia:

Niedawno wykradziono w Wiedniu z garażu w Praterze automobil marki Alpha-Romeo. Biuro bezpieczeństwa zwróciło się do dyrekcji stacji radjofonicznej z prośbą obwieszenia publicznego kradzieży. Niedługo później ogłaszał speaker radjofonu dokonaną kradzież podając szczegółowo markę, znak auta, jakoteż opis podejrzanego sprawcy. Jeden z abonentów radjofonu otrzymawszy tą wiadomość udał się na poszukiwanie złodzieja i po dwu godzinach usilnej pracy poznał skradzione auto i oddał złoczyńcę w ręce władz.

Jednak cała promocja na nic, kiedy na drodze stają urzędnicy… W „Radjofonie Polskim” z niedzieli, 14 marca 1926 roku, obok informacji zaskoczonego redaktora o radiokoncertach nadawanych 27 i 28 lutego w Wilnie, znalazła się notatka o zamachu stołecznego magistratu na przemysł radiofoniczny.

Od pewnego czasu niektóre zakłady cukiernicze zaczęły wprowadzać dla gości swych radjoodbiorniki, pragnąc z jednej strony przyczynić się do szerzenia wprowadzonej przez naszą tymcz. stację akcji i propagandy kulturalno-oświatowej zarówno w kierunku naukowym, jak i muzyczno-wokalnym, z drugiej znów by poprzeć drzemiący jeszcze u nas przemysł radjowy, który święci już wielkie tryumfy nie tylko na całym Zachodzie, ale i na Wschodzie, tworząc wielką konkurencję dla wytwórczości krajowej.

Aliści fiskalne i szukające wszędzie źródeł dochodu władze magistrackie położyły i tu ciężką swą rękę podatkową na bardzo nieliczne zresztą zakłady cukiernicze, uważając radjoodbiorniki za równoznaczne z wprowadzeniem produkcji muzycznych do lokali publicznych, każąc płacić sobie podatek w wysokości 30 złotych miesięcznie.

Wiadomo iż produkcje radjofoniczne nie stanowią jeszcze ostatniego wyrazu techniki, że rozmaite gwizdy i trzaski towarzyszące produkcjom i słyszane w radjoodbiornikach nie mogą jeszcze dawać całkowitego zadowolenia słuchaczom, jak to daje zgrana orkiestra; że wprowadzanie radjoodbiorników do zakładów publicznych można raczej uważać za bodzice do popierania genjalnej skądinąd idei oraz młodego jeszcze naszego przemysłu radjofonicznego.

Dochód, jaki przypuszczalnie mogłaby dziś osiągnąć kasa magistracka z tych zakładów jest tak nikły, szkoda zaś wyrządzana stąd przemysłowi młodemu tak wielka, że dziwić się należy, iż władze magistrackie dla groszowych, można powiedzieć, dochodów gotowe są zaprzepaścić rodzący się przemysł. Czyżby Min. Spr. Wewn. nie mogło wejrzeć w tę sprawę i zbyt daleko posuniętą fiskalność magistratu pohamować? A miałoby tu coś może do powiedzenia i Min. Przemysłu i handlu, stojące na straży wytwórczości polskiej.

Cóż, dziś taka opłata wydaje się dla wszystkich naturalna… choć nie trafia ona w ręce magistratu.

Ilustracja tytułowa: Radio w cukierni

Źródło ilustracji tytułowej: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Comments

There are no comments

Post a comment