RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!

W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, 4 kwietnia 1926 roku, stacja warszawska najprawdopodobniej milczała. Żadna z ówczesnych gazet nie zapowiadała prób ani koncertu w ten dzień. Wiele wskazuje na to, że polską mowę w eterze usłyszeli za to mieszkańcy Poznania – wspominaliśmy już wczoraj o planowanej audycji z wynikami biegu „Kurjera Poznańskiego” – choć i tu nie ma ostatecznego potwierdzenia, że nic nie pokrzyżowało tych planów.

Zawody zaczynały się około godziny 12:30. Wedle opublikowanych w prasie wyników, najlepsi zawodnicy dobiegli do mety w mniej niż kwadrans. Sugeruje to, że zaplanowana na 12:45 audycja rzeczywiście skupiała się na podaniu „na gorąco” wyników i nie pokuszono się o relacjonowanie całej imprezy. Na takie transmisje trzeba było jeszcze poczekać… Pewne jest, że czytelnicy poznańskich gazet rezultaty biegu poznali dopiero dwa dni później. Choć trzeba przyznać, że artykuł w „Kurjerze Poznańskim” napisany został językiem bardzo plastycznym i… radiowym…

Przepiękna, iście wiosenna pogoda, która rozjaśniła oba dnie świąteczne tak, że promieniały one faktycznie weselem i radością życia budzącej się z zimowego snu przyrody; ogromna popularność, jaką stale cieszy się Bieg „Kurjera Poznańskiego”, największa sensacja sportowa wiosennego sezonu w naszym grodzie; zapowiadana zmiana trasy i przeniesienie jej poza obręb dusznych murów miasta na wolną przestrzeń, wśród pól; wreszcie wieści o współudziale conajwybitniejszych zawodników z zachodnich województw oraz jednego z tuzów stołecznych – wszystko to podziałało jak potężny magnes na szerokie sfery naszej publiczności, nietylko interesującą się bezpośrednio wszystkiemi imprezami sportowemi, nietylko na stałych bywalców różnych meczy itd., lecz również na te zastępy pozornie obojętne.

Już na długo przed samym dniem decydującej walki rozprawiano i komentowano szeroko wszystkie szanse i możliwości, jakie nasuwały się wobec zmiany trasy; kiedy nadeszły pierwsze wiadomości o zapisach, zwłaszcza kiedy dowiedziano się, że startować ma również słynny długodystansowiec polski Łukaszewicz z Warszawy – wówczas zainteresowanie spotęgowało się i z niecierpliwością oczekiwano samego biegu, no i… humoru pogody. Ponieważ ten ostatni dopisał w całej pełni, zatem już od samego rana tłumy wędrowały w kierunku Sołacza, rezerwując sobie co lepsze miejsca, a około godz. 12 cały olbrzymi wał kolejowy od mostu u wylotu ul. Starościńskiej aż do Przepadku był literalnie usiany tysiącami widzów! Stały te nieprzeliczone zastępy głowa przy głowie, zwartą falangą od samego dołu nasypu aż do najwyższego jego szczytu, oczekując z niecierpliwością zjawienia się zawodników, a ci z widzów, którzy się spóźnili, wypełniali z konieczności „parter” – w danym wypadku stanowczo o wiele mniej wygodną „bazę obserwacyjną”. Z ust do ust podawano sobie „ostatnie wiadomości” i w pogwarze tego wielotysięcznego mrowia wybijały się przedewszystkiem wciąż dwa nazwiska najgroźniejszych rywali, którym było – wedle zasady prawdopodobieństwa, zresztą bardzo zwodniczej w sporcie – sądzonem spotkać się w walce finiszowej; tym razem wspomniana zasada nie zawiodła.

Około godz. 12 m. 30 wśród burzliwych oklasków ukazuje się potężny zespół biegaczy. Odcinają się oni bielą swych koszulek i ubiorów od tłumu, który pragnąc lepiej przyjrzeć się zawodnikom – poczyna napierać ze wszystkich stron tak, że policja z trudnością powstrzymuje tę żywą falę, ujmuje ją w pewne karby, umożliwiając zszeregowanie startujących. Stoją oni ustawieni w pięciu rzędach, wzięci w ogień krzyżowy nietylko wielu tysięcy par oczu, lecz również – objektywów czekających na sygnał. Organizatorzy udzielają ostatnich informacyj co do samej trasy, wyznaczonej bardzo starannie chorągiewkami; obowiązujących prawideł; sprawdzają numery i dopiero po uskutecznieniu tej całej formalności pada gromkie hasło: gotów?!

Chwila przejmującej ciszy, napięcia nerwów i mięśni, w którą wpada ze zdwojoną siłą odgłosu strzał z pistoletu. Cała barwna falanga zrywa się do lotu, masą, jak gdyby nurt potężny, torujący sobie drogę wśród leniwych odmętów fal. Zrazu suną wszyscy w prostym kierunku, ku Sołaczowi, widoczni jeno tylko dla zajmujących posterunki obserwacyjne na nasypie, lecz niebawem ukazuje się już jako długi biały wąż, wijący się wśród pól roztoczy, przyczem na czele sunie o dobrych kilkadziesiąt metrów biegacz w czarnej koszulce. Zrazu wielu sądzi, że to Łukaszewicz, jednak niebawem spostrzegają swą omyłkę, to też ciekawość potęguje się. Zewsząd padają pytania: kto prowadzi? Jak się nazywa?... A „ciemna koszulka” jest wciąż na froncie! Mija domek, dochodzi do zakrętu i dopiero koło drugiego, gdy wracają już – zbliża się do leadera dwóch trzymających się razem i mija go niebawem: są to najpoważniejsi rywale, „asy” biegu, Szwarc i Łukaszewicz; pierwszy prowadzi z różnicą około ośmiu metrów, a różnica ta utrzymuje się aż do samej mety, przyczem obaj przychodzą zmęczeni. Za nimi o jakieś 40 m trzecie miejsce utrzymuje „ciemna koszulka”, jak się okazuje Ratajczak (Sokół-Puszczykowo), jednostka zupełnie nieznana na terenie sportowym, a która zaprezentowała się odrazu bardzo dodatnio, prowadząc większą część dystansu i przychodząc w dobrej formie. Zawiódł Nogaj, zajmując dopiero dziewiąte miejsce oraz Dondolewski, z którym liczono się poważnie, a tymczasem nie znalazł się nawet pomiędzy dziesięciu pierwszymi.

Dziś ulica Starościńska nosi imię Feliksa Nowowiejskiego. Wał kolejowy na wspomnianym odcinku ma 570 metrów długości.

Wydaje się, że nowa seria prób stacji Uniwersytetu Poznańskiego nie trwała zbyt długo. A jakie były dalsze jej losy? Pisał o tym Zygmunt Bresiński w miesięczniku „Radiotechnik” w roku 1937:

Na działalność tej stacji zwróciła w końcu poczta uwagę, stwierdzając, że wkracza to w prawo jej wyłączności dysponowania radiofonią na miejscu. Własne studio zbudowane w śródmieściu i połączenie kablowe, własnoręcznie wykonany nadajnik przez Leona Kozłowskiego i mechanika p. Tomczaka, olbrzymia antena nadawcza ponad kopułą Collegium Medicum – wszystko to zamrzeć musiało na czas nieokreślony, aż do chwili decyzji władz pocztowych, które przyłożyły swą rękę na pulsie inicjatorów tej śmiałej imprezy. Stację opieczętowano i wstrzymano jej pracę, aż do chwili, kiedy Zakł. Fiz. Wydz. Lek. otrzymał reskryptem Gen. Dyrekcji Poczt i Telegrafów z dnia 13 VIII 1926 zezwolenie na urządzenie i używanie radiostacji nadawczej w lokalu wym. Zakładu Uniwersyteckiego, ale wyłącznie w celach badań naukowych.

Program na niedzielę, 4 kwietnia 1926 roku (Poznań)

Godzina 12:45

Wyniki biegu „Kurjera Poznańskiego”

„Kurjer Poznański” (3.04.1926)

Ilustracja tytułowa: Bieg Kurjera Poznańskiego (1932), Bronisław Szwarc – zwycięzca z roku 1926

Źródło ilustracji tytułowej: FotoPolska.eu: „Ilustracja Poznańska i Nowiny Sportowe”, 5.04.1932; „Kurjer Poznański”, 17.04.1927

Comments

There are no comments

Post a comment