Wydarzyło się 28.07.1926

O ile w kwestii obecności w radiu reklam i jazzbandów środowisko skupione wokół Stanisława Odyńca miało odmienne zdanie niż Zygmunt Chamiec i tworzony przez niego zespół, o tyle w sprawie transmisji oper z warszawskiego Teatru Wielkiego obie ekipy mówiły w zasadzie jednym głosem. Adam Wieniawski na łamach „Radjofonu Polskiego” w październiku 1926 roku pisał:
Radjo nie jest konkurencją dla koncertów normalnych i dla oper. Usiłowaliśmy udowodnić to już kilka miesięcy temu. Do zdania tego przychylają się już obecnie niektórzy kierownicy większych instytucyj muzycznych. Zaczynają pojmować, że zainstalowanie mikrofonu na estradach koncertowych przynieść może nieprzewidziane i nieobliczalne korzyści. Podobno już w najbliższej przyszłości słuchać będziemy poprzez mikrofon całkowitych koncertów Filharmonji Warszawskiej. Przyklaskujemy gorąco rozumnej inicjatywie i spodziewamy się mocno, że Opera stołeczna rychło za jej przykładem podąży.
Ale nie podążyła… Pół roku później starania Polskiego Radia w liście do „Rzeczpospolitej” opisał Zygmunt Chamiec:
Już w początkach swego istnienia nawiązało Polskie Radjo pertraktacje z Zarządem warszawskim Teatrów Miejskich w sprawie ustawienia mikrofonów radjowych w Operze. Pertraktacje te zostały pomyślnie ukończone w dniu 25 października 1926 r. Zarząd Teatrów wyraził zgodę na przekazywanie Opery raz na tydzień.. Jednak już w dniu 27 października Zarząd Teatrów decyzję tę zawiesił, uzależniając ją od aprobaty Magistratu, która do tej chwili nie nastąpiła.
Polskie Radjo zwracało się do Zarządów Teatrów z prośbą o wyjaśnienie tej tak szybkiej zmiany decyzji. Odpowiedź brzmiała, iż w międzyczasie artyści operowi przedłożyli zarządowi teatrów żądanie dodatkowego wynagrodzenia za te dnie, w których na scenie Teatru Wielkiego mikrofony będą otwarte i że czynią to stosownie do postanowienia Międzynarodowego Związku Artystów Scenicznych. Zarząd Teatrów oświadczył dalej, iż ze względów zasadniczych na to dodatkowe wynagrodzenie zgodzić się nie może, bez względu na to czy byłoby ono uiszczane przez Zarząd Teatrów czy też przez Polskie Radjo. Jak wynika z powyższego, konflikt istnieje nie pomiędzy Polskim Radjo a Zarządem Teatrów czy też artystami operowymi lecz pomiędzy Zarządem Teatrów a artystami operowymi, przytem konflikt natury zasadniczej, niedotyczący wysokości ewent. wyngrodzenia. W styczniu r.b. dyrekcja Polskiego Radja zwróciła się ponownie do Związku Artystów Operowych proponując procentowe wynagrodzenie w wysokości stosowanej obecnie w Berlinie i prosząc aby zechcieli raz jeszcze dołożyć starań w celu uzgodnienia swego stanowiska ze stanowiskiem Zarządu Teatrów. Odpowiedzi na propozycję powyższą Polskie Radjo dotąd nie otrzymało.
Sprawa ciągnęła się jeszcze trzy lata! W tym czasie Polskie Radio rozpoczęło transmitowanie oper z Poznania i Katowic. O podpisaniu warszawskiego porozumienia prasa poinformowała 15 maja 1930 roku.
Po długich miesiącach pertraktacyj prowadzonych między dyrekcją Opery warszawskiej a dyrekcją Polskiego Radja w sprawie transmisyj oper z teatru Wielkiego nastąpiło porozumienie między tymi dwiema instytucjami, dzięki czemu już w najbliższej przyszłości radjosłuchacze polscy usłyszą szereg oper bezpośrednio ze sceny teatru Wielkiego. […]
Wiadomość ta przejmie radością abonentów wszystkich polskich stacyj nadawczych, którzy oddawna oczekiwali na nią i domagali się transmisyj z Opery warszawskiej. W chwili obecnej omawiane są szczegóły zawartego porozumienia tak, że już w najbliższym czasie zapowiedziana zostanie pierwsza transmisja. Umowa zawarta narazie do końca bieżącego sezonu przedłużona zostanie niewątpliwie również i na sezon przyszły, co przyczyni się wydatnie do dalszej popularyzacji muzyki operowej wśród radjosłuchaczów polskich i zapozna ich z warszawską Operą, która rozporządza najlepszemi w Polsce operowemi siłami artystycznemi.
Ustalenia nie trwały długo, bo już dwa dni później – w sobotę, 17 maja 1930 roku – w programie stacji warszawskiej znalazła się transmisja opery „Konrad Wallenrod” Władysława Żeleńskiego wystawionej z okazji jubileuszu 25-lecia działalności scenicznej „znakomitego artysty o wielkich zasługach dla polskiej sztuki i niestrudzonego działacza społecznego”, nowo wybranego prezesa ZASP-u Ignacego Dygasa.
Pociągała mnie już dawno rola Wallenroda, następnie uważałem, że ta przepiękna opera Żeleńskiego wystawiona już na wszystkich scenach prócz stolicy powinna wreszcie grana być w Warszawie.
Tak wybór tej zapomnianej już dziś opery jubilat tłumaczył w wywiadzie dla „Polski Zbrojnej”.
Tymczasem wróćmy do 28 lipca 1926 roku. W sytuacji, gdy transmisje z Warszawy nie były możliwe, a rozgłośnie w Poznaniu i Katowicach jeszcze nie istniały, władze Polskiego Radia znalazły inne rozwiązanie pozwalające na nadawanie oper nie tylko we fragmentach, ale i w całości. Tak zapowiedziano je na łamach „Expressu Porannego”:
Na złość magistratowi będziemy słuchali opery warszawskiej przez radjo. W najbliższą środę, tj. dnia 28 bm. usłyszą radjoodbiorcy „Halkę” Moniuszki. W studjo Polskiego Radja „Halkę” wykona zespół artystów opery objazdowej oraz orkiestra Polskiego Radja. Operę poprowadzi dyr. opery objazdowej p. T. Mazurkiewicz. Partie solowe odśpiewają p. Zofja Zabiełło oraz pp. Salecki, dr Wierzbicki i Nowina-Witkowski.
Twórcą założonej w roku 1925 Warszawskiej Opery Objazdowej był dr Tadeusz Wierzbicki. Salecki to oczywiście Mieczysław, Mazurkiewicz to Tadeusz, a Nowina-Witkowski miał na imię Zygmunt. Czym była owa opera objazdowa? Sami pisali o sobie tak:
Gdy stolica państwa nie może utrzymać opery bez miljonowych deficytów, utrzyma ją niewątpliwie setka miast prowincjonalnych. Gdy mieszkańcy stolicy nie reagują na piękno muzyki operowej, artyści zmuszeni są szukać wdzięczniejszych słuchaczy i widzów w publiczności miast i miasteczek, która spragniona jest prawdziwej sztuki. Tą ideą powadzony utworzył dr Tadeusz Wierzbicki wędrowną operę polską dla wszystkich obywateli, dla całej Rzeczypospolitej.
Że idea ta trafną była dowiódł tego pierwszy sezon opery wędrownej (1925/26), w którym dr T. Wierzbicki objechał 108 miast i miasteczek, dając w nich 216 przedstawień oper „Halka” i „Faust”. O rozpiętości terenu działania opery dra T. Wierzbickiego świadczy to, że grała ona od Kołomyji do Pucka, od Łunińca (pogranicze sowieckie) do Chojnic (pogranicze niemieckie).
I ta opera, mająca niewątpliwie większe znaczenie kulturalne i propagandowe niż jęcząca pod ciężarem miljonowych deficytów opera warszawska nie kosztowała ani grosza Skarbu Państwa lub władz komunalnych, gdyż subwencja w sumie 5000 zł udzielona przez Min. Spraw Wewnętrz. została temuż Ministerstwu całkowicie zwrócona. Niezwykłe to przedsięwzięcie ułatwiło, a nawet jedynie umożliwiło przychylne stanowisko Min. Kolei, które oddało do dyspozycji Opery 3 wagony ze zniżką 33% w opłacie biletów przejazdu. […] Opera posiada własną orkiestrę, chór z 14 osób oraz własny personel techniczny, jak maszyniści, elektrotechnicy etc., razem 40 osób. Przedstawienia opery odbywają się bez suflera.
O swoich wrażeniach po wysłuchaniu audycji w „Radjofonie Polskim” pisał Adam Wieniawski:
Najwyższe uznanie należy się organizatorom środowego koncertu „Halki”. Soliści spisali się wybornie, a zmniejszony zespół orkiestrowy doskonale uzupełniony przez duży udział fortepianu wywiązał się z zadania swego bardzo zaszczytnie i wyjątkowo radjofonicznie. Radcibyśmy usłyszeć i kilka innych oper polskich w podobnem wykonaniu i w tak doskonałych dla radjofonu warunkach dźwiękowych.
Z wykonawców na pierwszem miejscu należy wymienić p. Zabiełło-Mazurkiewiczową, która czarowała słuchaczy w podwójnej roli Halki i Zosi. Pomimo całego jednak dla utalentowanej wykonawczyni uznania wolałbym inną dla Zosi odtwórczynię – ten sam „timbre” głosu w dwóch odmiennych partjach powoduje pewną niepotrzebną monotonję. Z dużym polotem, szczerością i uczuciem śpiewał Jontek – p. Płużański, ładnie ujął wokalnie rolę Janusza p. Nowina-Witkowski, znakomitym stolnikiem był p. Wierzbicki i dzielnym Dziembą p. Nawrocki. Bardzo „zespołowo” i barwnie odegrał obfity part fortepianowy p. Hirszfeld, a p. T. Mazurkiewicz poprowadził całością z największym dla Moniuszkowskiego arcydzieła pietyzmem. „Objazdowa opera” dr. Wierzbickiego ujawniła audycją tą wysoki poziom artystyczny.
Program na środę, 28 lipca 1926 (Polskie Radjo)
15:00-15:15
Komunikat gospodarczy
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
17:00-17:25
Odczyt z działu „Najnowsza historja Polski”
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
17:30-18:30
Koncert popołudniowy
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
18:30-18:55
Bajki: Czerwony Kapturek
„Echo Warszawskie” (28.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
19:00-19:25
Odczyt z działu „Historja wszechświata” pt. „O planetach zewnętrznych”
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
19:25-19:35
„Rozmaitości” nad program
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
20:00-20:15
Komunikat rolniczy
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
20:30-22:00
Wieczór operowy: Stanisław Moniuszko: Halka
„Express Poranny” (25.07.1926), „Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
22:00-22:15
Czas. Komunikaty prasowe
„Echo Warszawskie” (27.07.1926), „Kurjer Warszawski” (28.07.1926)
Ilustracja tytułowa: Scena finałowa z „Halki” w wykonaniu Warszawskiej Opery Objazdowej
Źródło ilustracji tytułowej: Program opery „Żydówka” (1926) / Warszawska Opera Objazdowa


Comments
There are no comments