RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!

.25 sierpnia 1926 roku „Kurjer Poznański” opublikował krótką notatkę informującą z kim Kuratorium spółki Radjo Poznańskie podpisało umowę na dostawę i wybudowanie stacji nadawczej w stolicy Wielkopolski. Moment rozpoczęcia zbierania ofert nie był anonsowany w prasie. Z informacji opublikowanych w kwietniu 1927 roku – w dniu oficjalnego startu Radja Poznańskiego – wynika, że stało się to 23 czerwca 1926 roku.

W dn. 23 czerwca r.ub. uchwaliła Komisja Organizacyjna, by kapitał zakładowy rozłożyć w wysokości 75 000 zł w złocie na miasta wydzielone, zatem na Poznań, Gniezno, Inowrocław i Bydgoszcz, 95 000 zł w złocie na resztę miast, a 130 000 zł w złocie na 35 powiatów Wielkopolski w udziałach po 500 zł w złocie. Postanowiono zażądać ofert na radjostację oraz rozesłać do związków samorządowych odpowiedni okólnik z zawezwaniem i deklaracjami przystąpienia.

Dwa tygodnie później – 8 lipca – ten sam „Kurjer Poznański” donosił:

Obecnie wpływają już deklaracje przystąpienia związków samorządowych Wielkopolski do Spółki, wobec czego przystąpiono do zbierania ofert firm budujących stacje nadawcze. Oferty te można składać do 15 bm.

Jeszcze przed upływem wskazanego terminu swój udział w konkursie ujawnił Philips. 13 lipca 1926 roku „Kurjer Poznański” donosił:

Wczoraj wieczorem od godz. 23.40 do 0.10 centralna radjostacja telefoniczna Holandji, znana stacja Hilversum pod Amsterdamem, dokonała prób transmisji radjowych dla Polski. Próby miały na celu wykazanie zalet nowego systemu modulacji. Jak nas informuje tutejsze przedstawicielstwo firmy Philips, próby te pozostają w związku z ofertą, jaką firma ta złożyła spółce Radjo Poznańskie na uruchomienie stacji radjonadawczej. Stacja w Hilversum, która pozostaje pod zarządem firmy tej, dziś właśnie na fali 1050 m urządziła półgodzinną próbę, która istotnie wykazała bardzo wysokie zalety nowego systemu modulacji, podając dźwięki instrumentów nadzwyczaj czysto i wiernie. Produkcje te zostaną powtórzone jeszcze w przyszłą środę od godz. 23.40 do godz. 0.10. Należy jednak podkreślić z ubolewaniem, że jakkolwiek organizatorzy zwrócili się do generalnej dyrekcji Poczt i Telegrafów z prośbą, aby w czasie tych transmisyj stacja na Cytadeli nie pracowała, stacja ta wczoraj jednakowoż nie zgasiła łuku tak, że szum jego słychać było przez cały czas.

Oprócz Philipsa, który wystąpił pod szyldem Nederlandsche Seintoestellen Fabriek z Hilversum – była to spółka, w której 40% udziałów miał Philips, 40% Marconi, a pozostałe 20% Radio Holland – swoje oferty złożyły następujące podmioty: Western Electric Company Inc. z Nowego Jorku, Marconi’s Wireless Telegraph Company Ltd. z Londynu oraz dwie firmy z Berlina – Telefunken Gesellschaft für drahtlose Telegraphie m.b.H. i C. Lorenz AG.

Wedle ustaleń „Kurjera Poznańskiego” analizę wniosków rozpoczęto już 14 lipca, a więc dzień przed upływem podanego wcześniej terminu. W zajmującej się tym komisji znaleźli się pracownicy Uniwersytetu Poznańskiego – prof. Tadeusz Pęczalski, prof. Stanisław Kalandyk i znany nam już adiunkt Leon Kozłowski. Ostatecznej decyzji wówczas jeszcze nie podjęto, zdecydowano jednak jednogłośnie o odrzuceniu – mimo ciekawych rozwiązań technicznych – ofert zgłoszonych przez firmy niemieckie. Np. Lorenz – według relacji „Dziennika Poznańskiego” – miał proponować 10-kilowatową stację alternatorową. Widać wydarzenia historyczne nie pozwalały jeszcze o sobie zapomnieć…

Wybór był zasadniczo trudny. Ułatwił go szczegół, iż firma Philips sama wycofała swą ofertę pod presją firmy Marconi, prawdopodobnie z powodu zatargu patentowego z tą firmą. Pozostały więc tylko dwie oferty poważne, z których ofertę firmy Western Electric Company z góry postawiono na pierwszym miejscu. Odznaczały ją najniższa cena i szczegół, iż można ją było natychmiast dostarczyć. W drugim rzędzie rozważano ofertę firmy Marconi, oferującej najdroższą stację.

To relacja opublikowana na łamach „Dziennika Poznańskiego” już po ogłoszeniu zwycięzcy. Ale zalety wniosku Western Electric prasa podkreślała jeszcze w trakcie trwania postępowania. Pomiędzy 15 lipca a 25 sierpnia ukazało się kilka takich wzmianek. I tak 5 sierpnia 1926 roku redaktor Zdy na łamach „Kurjera Poznańskiego” pisał:

O ile padnie ostateczny wybór na typ Western Electric Company, można się spodziewać uruchomienia stacji w październiku rb.

Cztery dni później ten sam tekst przedrukowała „Gazeta Warszawska Poranna”. Natomiast 17 sierpnia 1926 roku „Kurjer Poznański” piórem tego samego redaktora Zdy donosił:

Oferta firmy amerykańskiej „Western Electric Company” z Nowego Jorku jest poważnie rozpatrywana. Stacje nadawcze tego typu znajdują się w Pradze, Zurychu, Medjolanie i wielu innych miastach Eruopy. Medjolan posiada stację identyczną o pierwotnej sile w antenie 1 kW, z zaoferowaną Spółce „Radjo Poznańskie”. Stacja w Zurychu jest o ½ kw. słabsza, a Praga czeska pięć razy silniejsza. Jeżeli wybór nasz padnie na stację typu „Western Electric”, to stacja poznańska będzie słyszalna przy odbiorze na detektor kryształkowy na odległość przeciętnie 30 klm (zależnie od pory roku i pogody).

Co ciekawe, zaprzyjaźniony z Polskim Towarzystwem Radiotechnicznym – a więc polską spółką Marconiego – tygodnik „Radjofon Polski” temat „przespał”. W wakacje tradycyjnie zajęty był uskarżaniem się a to na organy państwa niewystarczająco – jego zdaniem – dbające o rozwój ruchu radiowego, a to na nieodpowiedni program nadawany przez Polskie Radio, a to na niefachowych sprzedawców radioodbiorników. Do tej ostatniej sprawy odniosła się nawet prasa codzienna…

Dużo pracy jeszcze trzeba będzie włożyć w to, by radioamatorstwo i rozwój radiofonji stanęły na tym poziomie, jaki jest koniecznie potrzebny dla naszych najważniejszych interesów narodowych, przedewszystkiem dla celów obrony państwa. Zdawałoby się, że w pierwszym rzędzie powołane są do tego czasopisma fachowe, specjalnie poświęcone radio. Tymczasem w ostatnim numerze „Radiofonu polskiego” znajdujemy artykuł zwalczający rzekomą gorączkę radiową, jaka ma się szerzyć w społeczeństwie i utyskujący na prasę, że podnieca tę gorączkę rozmaitemi notatkami.

Jak na czasopismo poświęcone specjalnie propagowaniu radia to wcale nieźle! Ale szydło od razu wyłazi z worka. „Radiofonowi” chodzi o to, że powstaje za dużo sklepów z radiosprzętem prowadzonych przez „niefachowców”. Stąd już bardzo prosty wniosek, że chodzi o popieranie sklepów „specjalnie fachowych”.

Taka propaganda nie może być zadaniem specjalnego czasopisma poświęconego radio. Każdy nowy prąd w społeczeństwie, w danym przypadku radioamatorstwo, wywołuje zainteresowanie także pod względem handlowym. Jest to dobrze, bo ze swej strony wspomaga to ów prąd i tworzy nowe źródło propagandy. Dla celów ubocznych i ukrytych nie należy tego zwalczać, zwłaszcza gdy się chce być czasopismem jakoby fachowem.

Do sprawy budowy radiostacji w Poznaniu redakcja tygodnika braci Odyńców po raz pierwszy odniosła się dopiero w numerze z 12 grudnia 1926 roku. Odpowiadając na pytanie zadane przez czytelnika powoływała się na dane uzyskane w Polskim Radiu. Trzy tygodnie później pismo zdradziło więcej szczegółów opierając się na doniesieniach… prasy niemieckiej. W sierpniu 1926 roku przekazało za to inną informację ze stolicy Wielkopolski – wspominana przy okazji konkursu Radja Poznańskiego firma C. Lorenz A.G. w lipcu przystąpiła do długo oczekiwanej przebudowy tamtejszej stacji radiotelegraficznej.

Jak nas informują, stacja poznańska ma otrzymać cały szereg najnowszych ulepszeń z dziedziny radjotelegrafji. Urządzenie stacji poznańskiej prawie zupełnie usunie działania fal ubocznych i pod tym względem przewyższy nawet stację w Königswusterhausen, gdzie amatorzy w odległości 300 mtr. od stacji słuchają audycyj koncertowych bez żadnych przeszkód.

Patrząc na rezultaty konkursu polityka obrana przez Western Electric okazała się bardziej skuteczna. We wspomnianej na początku tego odcinka notatce „Kurjera Poznańskiego” z 25 sierpnia ogłoszono, że zwycięzcą zostali Amerykanie. Co więcej, w tym samym roku na sprzęt tej firmy zdecydowało się także Polskie Radio dla stacji w Katowicach i Wilnie. Dwa dni później „Kurjer” publikował nieco więcej szczegółów dotyczących rozstrzygniętego konkursu. Od razu jedna poprawka – spółka nie była akcyjna, a z ograniczoną poręką…

Po przyjeździe delegacji Kuratorjum Spółki akc „Radjo Poznańskie” z Warszawy dowiadujemy się wreszcie, że pertraktacje z firmą „Western Electric Company w Nowym Yorku” dobiegły szczęśliwego końca i że zakupioną została dla poznańskiej stacji nadawczej stacja typu „Western Electric” na bardzo korzystnych warunkach, tak co do ceny, jak i warunków płatności. Stacja Poznańska wystawioną będzie o sile, nie jak pierwotnie donosiliśmy 1 i pół, lecz 1 kw w antenie. Stacja ta jest typu najnowszego, co pozwala, że przy modulacji podczas nadawania moc w antenie będzie wzrastała do 4 kw maksimum. Przy tej mocy stacji zasięg na kryształ będzie minimum 35 klm od stacji nadawczej, tak że w całem Województwie Poznańskiem odbiór będzie możliwy na najtańsze odbiorniki, tj. kryształkowe i małe jednolampkowe. Stacja nadawcza posiadać będzie antenę najnowszego systemu „Tuned”, który najintensywniej promieniuje nadawaną energję. Wysokość jej wynosić będzie 55, a rozpiętość 90 metrów. Stacja posiadać będzie silniki o ogólnej mocy 12 kw.

Przy stacji nadawczej urządzone będzie również laboratorjum, które będzie miało to zadanie, by sprawdzać regularnie działalność stacji i usuwać wszelkie uniedogodnienia przy nadawaniu natychmiast po ich zaobserwowaniu. Jest to nowoczesny system organizacji, przyjęty w Anglji i Ameryce i oddający tamtejszym stacjom nadawczym nieocenione usługi. W laboratorjum tem sprawdzać się będzie również odbiorniki na żądanie osób prywatnych i firm. W ten sposób możliwą będzie obiektywna kontrola nad sprzedawcami aparatów. Wszystkim bowiem amatorom wiadomo, że niekażdy aparat nadaje się do słuchania ze względu chociażby na promieniowanie własne, które musi być całkowicie usunięte, gdyż inaczej przeszkadzają innym odbiorcom fal. Laboratorjum Stacji Poznańskiej udzielać będzie pozatem porad konstrukcyjnych amatorom.

Najważniejszą zaletą stacji nadawczej typu „Western Electric”, których firma ta wybudowała dotychczas około dwieście stacyj rozsianych po całym świecie, to głos i dźwięk nadawanego śpiewu, muzyki czy też mowy, który dzięki niezrównanej konstrukcji mikrofonów i posilaczy jest taki, że barwy dźwięku i głosu nie zniekształca.

Kolejne ustalenia zdradzał cytowany już „Dziennik Poznański” w artykule z 11 września 1926 roku:

Z zalet zakupionej stacji należy podkreślić, iż pod względem wydajności jest ona więcej ekonomiczna od systemu stacji Marconiego, wykorzystując mimo to doskonale sposób modulacji na anodę. Modulacja będzie prawdopodobnie bardzo dobra, gdyż wszystkie stacji f-y Western Electric Company pracujące na lądzie europejskim odznaczają się właśnie szczególnie dobrą modulacją. Coprawda nie ominą T-wa „Poznańskie Radjo” także pewne kłopoty. Niemałą trudność stanowić będzie cena lamp. W Ameryce lampy te, wyrabiane drogą produkcji indywidualnej, a nie jak w zwyczaju drogą produkcji masowej, stanowią pokaźny koszt. […] Wysokość anteny będzie wynosiła około 65-75 m. Wolna powierzchnia pod anteną wynosić będzie 100 m kwadr.

Co się tyczy typu stacji zakupionej, jest ona stacją normalną A. 106 Western o mocy 3 klw w zasycaniu oscylatora głównego. […] Tak więc zapewniony jest odbiór na odbiornik kryształowy, dostępny dla najszerszych mas, w Poznaniu i w najbliższej okolicy. Promień dobrego, głośnego odbioru na detektor wynosić będzie około 15 klm. Wogóle słyszalna będzie stacja na detektor w promieniu 30-40 klm. Jednakże nie będzie to już odbiór zadowalający. Jednolampowy zaś odbiornik w tym wypadku zapewnia audycję zupełnie doskonałą, głośną i przyjemną.

Długość fali stacji poznańskiej będzie wynosiła przypuszczalnie 247,90 m. Nie jest to jednakże długość ostateczna. Stacja sama przybędzie do Poznania w pierwszych dniach listopada. Zapowiedziany swego czasu publicznie termin otwarcia stacji, dzień 15 października, ulegnie wobec tego przesunięciu, nie tak groźnemu jednak, jak wydawało się z początku.

Niczym na kolei opóźnienie uległo jeszcze zmianie. Wybór ten musiała zatwierdzić Generalna Dyrekcja Poczt i Telegrafów z Warszawy oraz szereg Ministerstw. Jak 11 listopada 1926 roku donosił – w oparciu o o informacje Radjoklubu Wielkopolskiego – „Kurjer Poznański”, wciąż jeszcze czekano na podpis przedstawiciela Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Wobec czego zwrócił się tutejszy Radjoklub Wielkopolski do Dowódcy O. K. VII z prośbą o interwencję.

Uzupełnijmy – O. K. VII to Okręg Korpusu Nr VII, okręg wojskowy funkcjonujący w latach 1921-1939. Dowódcą tym był generał Kazimierz Sosnkowski. O działaniach podjętych przez późniejszego Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych pisał „Dziennik Poznański”:

Pan generał Sosnkowski przyrzekł natychmiast zwrócić się w tej sprawie do Pana Szefa Sztabu M. S. Wojsk., wskutek czego można się spodziewać, że „Radjo Poznańskie” otrzymując w tych dniach zatwierdzenie subkoncesji rozpocznie niezwłocznie budowę tej z niecierpliwością przez tutejszych radjoamatorów oczekiwanej stacji.

W prasie nie brakowało złośliwych komentarzy do zaistniałej sytuacji. Tutaj tekst „Radjo-amatora” z „Kurjera Poznańskiego”:

Poznań bywa konsekwentnym – aż do kropki nad „i”. Opozycyjnemi są tu nawet fale eteru, gdyż wczoraj wieczorem nie przyniosły nam tych słów, które z okazji dnia 11 listopada skierowane być miały do całej Polski, słów p. ministra spraw wojskowych Józefa Piłsudskiego. Zamiast głosu „Dziadka” słyszano – czemu się nie dziwimy – jakiś głos niemiecki, a pozatem nawet czeski. Może tak było tylko na moim aparacie odbiorczym, który jako „endecki” mógł by ktoś posądzić o jakieś specjalne tendencje? Gdzież tam – nie inaczej było z aparatami jak najbardziej „neutralnemi”. […]

Lecz żarty na bok. Radjoamatorzy poznańscy, nie mogąc słuchać Warszawy (bynajmniej nie z powodu „tendencyj separatystycznych”!) domagają się własnej stacji, na którą czekają aż nazbyt cierpliwie już od tylu miesięcy. Pono wszystkie władze warszawskie, od których to zależy, wyraziły już swą zgodę na budowę radjofonicznej stacji w Poznaniu typu N. 106 firmy Western Electric Company, zakupionej przez tutejsze „Radjo Poznańskie”. Tylko władza, której najwyższy przedstawiciel wczoraj chciał przemawiać do całej Polski, minister spraw wojskowych, ma jeszcze swe „wątpliwości”. Czyżby rozmyślnie skazywać nas chciano na słuchanie audycyj niemieckich?

Równolegle toczyły się przygotowania związane z budową stacji nadawczej. Na ten cel wybrano teren między Jeżycami a Ławicą, przy ulicy Bukowskiej. Wybudowany wówczas budynek stoi do dziś. Niedawno wyprowadził się z niego rosyjski konsulat. Poszukiwano też lokalu na studio. O tym jednak napiszemy innym razem.

Dostarczony ze Stanów Zjednoczonych Ameryki nadajnik Western Electric 106-A, a właściwie – jak mówiła tabliczka na obudowie – „6 A Radio Transmitter” – swoją służbę w stolicy Wielkopolski rozpoczął w kwietniu 1927 roku. Pisząc stacji nadawczej w dniu startu tygodnik „RAdjo” zwracał uwagę, że…

…wyróżnia się prostotą aparatów i bardzo dobrą modulacją. Urządzenie stacji składa się z trzech głównych części: nadajnika lampowego, generatorów prądu oraz wzmacniacza modulacyjnego. Generatory zużywają około 9-ciu KW energji, moc nadajnika wynosi około półtora KW.

Wobec tego, że modulacja na anody, dająca najlepsze rezultaty, okazała się nieekonomiczną, pociągając za sobą instalację lampy modulacyjnej tejsamej mocy co i lampa główna, zastosowano na stacji poznańskiej specjalną lampę amplifikacyjną „oszczędnościową”, pozwalającą na dużą ekonomję i dającą jednocześnie pierwszorzędne rezultaty.

Stacja przy Bukowskiej działała do przełomu lutego i marca 1934 roku. W literaturze pojawia się też data dzienna – 26 lutego – ale jest to data uruchomienia jej następcy, 16-kilowatowej stacji nadawczej firmy Marconi Wireless Co. Tymczasem prasa z tego dnia informowała:

W chwili obecnej program poznański nadaje już nowa radjostacja od godz. 15.00 do końca programów, przyczem audycje przedpołudniowe i południowe są jeszcze nadawane przez starą aparaturę. Jednak już w tygodniu bieżącym nowa radjostacja przejmie nadawanie pełnego programu oprócz audycji porannych o godz. 7-8.00.

Zdemontowane urządzenie zostało przekazane prof. Januszowi Groszkowskiemu na potrzeby kształcenia studentów w Zakładzie Radiotechniki na Politechnice Warszawskiej. Zbiegło się to w czasie z końcem budowy nowego gmachu Wydziału Elektrycznego, który oficjalnie oddano do użytku 7 grudnia 1934 roku. Maciej Józef Kwiatkowski w książce „To już historia” pisał:

Stację zmontowano w parterowej sali gmachu radiotechniki, a jej antenę rozwieszono między budynkami Politechniki. Służyła studentom aż do wojny. Opiekował się nią adiunkt inż. St.[anisław] Ryżko oraz jeden z pracowników Państwowego Instytutu Telekomunikacyjnego.

Czy i jakich zmian dokonali wówczas studenci dziś nie sposób już ustalić. W każdym razie po pięciu latach – we wrześniu 1939 roku – nadajnik powrócił do służby dla Polskiego Radia. Z tą różnicą, że odbyło się to w pełnej konspiracji. Wtajemniczonych było zaledwie kilka osób – pomysłodawca uruchomienia radiostacji awaryjnej podpułkownik Wacław Lipiński oraz obsługa z radia i politechniki. Po latach dostęp do informacji o tej misji był na tyle trudny, że w różnych publikacjach Macieja Józefa Kwiatkowskiego znalazły się nieco różne wersje tej historii… We wspomnianej już, wydanej w roku 1975 książce „To już historia” pisał:

W kilka dni później, gdy Niemcy po raz pierwszy dostroili się z dywersyjnym programem na falę Warszawy II, inż. Ryżko przystąpił do przystosowania starej poznańskiej radiostacji na Politechnice, jako radiostacji awaryjnej. Przy współpracy inżyniera Polskiego Radia Wacława Kowalskiego z Zielnej doprowadzono łącze modulacyjne. Wykorzystano przy tym ową antenę rozpiętą między gmachami Politechniki. Zapewniono zasilanie z sieci miejskiej oraz awaryjne z Politechniki.

W wydanej w 1984 roku książce „Wrzesień 1939 w warszawskiej Rozgłośni Polskiego Radia” pod datą 9 września umieścił już więcej bohaterów:

Radiostacja na Forcie działa bez zarzutu już drugi dzień bez obsady, lecz groźba jej utraty ustawicznie istnieje. […] W każdej chwili pocisk może trafić w maszty lub unieruchomić czy zniszczyć nadajnik. […] Trzeba było znaleźć jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji i zapewnić walczącemu miastu obsługę radiową. W tym celu Lipiński organizuje naradę w Politechnice Warszawskiej, na którą zabiera z Radia inż. Kolanowskiego. W Zakładzie Radiotechniki PW umówieni są kpt. Marian Suski z łączności DOW oraz adiunkt Zakładu inż. Stanisław Ryżko. […] Inż. Ryżko stwierdził, że bez trudu można uruchomić w Politechnice 1,5-kW nadajnik na fali 216 m. Był to stary nadajnik, zakupiony w roku 1926 w firmie Western Electric dla radiostacji Radia Poznańskiego. […] Inżynier Ryżko obiecał uruchomienie i opiekę nad nadajnikiem, który miał być połączony kablem z rozgłośnią na Zielnej i w razie zamilknięcia radiostacji na Forcie przejąć nadawanie programu. Polskie Radio miało dostarczyć obsługę techniczną, pełniącą regularne dyżury na stacji. Do tego zadania przydzielony został zespół pod kierunkiem majstra Stanisława Wiśniewskiego, składający się z trzech radiomechaników: Jerzego Lindy, Bolesława Odrobińskiego i Józefa Mazgajskiego. […] Radiostacja miała być gotowa do działania nazajutrz.

O samej działalności w „To już historia” pisał tak:

Radiosłuchacze stolicy nie dostrzegali żadnej różnicy w odbiorze, natomiast słuchający Warszawy na terenie całej Polski nie mogli się nadziwić tym nagłym różnicom w mocy stacji. Aż do ostatniej chwili poza pracownikami technicznymi Polskiego Radia i obsadą radiostacji na Politechnice nikt nie orientował się, że w Warszawie działają dwie, a nie jedna stacja Polskiego Radia.

Dzięki temu popoznański nadajnik nie wpadł w ręce Niemców i mógł zostać ujęty w planach odtworzenia polskiej radiofonii. W książce „Polskie Radio w konspiracji 1939-1944” Maciej Józef Kwiatkowski podsumowując wrzesień 1939 roku zauważał:

Uratować udało się niewiele. W tym stanie rzeczy za największy skarb radiowcy uważali radiostację rezerwową na Politechnice Warszawskiej, o której Niemcy nie wiedzieli. Dyskrecja, z jaką tę stację włączono jako rezerwową dla radiostacji na Forcie Mokotowskim opłaciła się teraz stokrotnie.

Potem z tą opłacalnością było już gorzej… Nadajnik został ukryty na tyle skutecznie, że dziś nie jesteśmy w stanie powiedzieć gdzie przechowywano go przez pięć lat okupacji. Być może były to podziemia gmachu głównego – do takich niesprawdzonych, ale prawdopodobnych relacji dotarła Joanna Kosmalska, autorka opublikowanego we wrześniu 2009 roku w „Miesięczniku Politechniki Warszawskiej” artykułu „Siedemdziesiąt lat temu”. Nie wiemy też czy był tak dobrze zakonspirowany, że osoby odpowiedzialne za łączność w Powstaniu Warszawskim o nim nie wiedziały… czy też nieuwzględnienie go w powstańczych planach wynikało z tego, że był już wcześniej wykorzystany jako dawca części do budowanych na terenie Politechniki Warszawskiej krótkofalówek i nie dawało się go uruchomić. A radiostacje krótkofalowe w sierpniu i wrześniu 1944 roku sprawdzały się lepiej – nie dość, że były bardziej przenośne, to przy wykorzystaniu tego zakresu fal można było bez problemu dotrzeć z informacjami do odbiorców na Zachodzie. W walczącej stolicy liczba należących do Polaków odbiorników – po ich zarekwirowaniu jeszcze w roku 1939 – była niewielka.

Według relacji prof. Jana Eberta, związanego z Politechniką Warszawską od roku 1949, po 1945 roku nadajnik – choć może bardziej to, co z niego pozostało – trafił w ręce studenckiego koła naukowego, którego członkowie przebudowali go do celów dydaktycznych i pracy amatorskiej. W opracowanej przez niego notatce można przeczytać:

Niestety odpowiednie władze nie tylko nie udzieliły zgody na uruchomienie, ale poleciły usunąć lampy nadawcze, aby emisja stała się niemożliwa. Dopiero w 1956 r. można było zedrzeć „plomby” z pieczęciami, które uprzednio naklejono na gniazdach lampowych, co miało zapewnić szczelność „żelaznej kurtyny”. Obecny stan wnętrza urządzenia jest wynikiem kolejnego przystosowania dla celów dydaktycznych, dokonanego w Katedrze Urządzeń Radiotechnicznych, kierowanej przez prof. Stanisława Ryżko (jednego z uczniów i bliskich współpracowników prof. Janusza Groszkowskiego). Większość części użytych do tej przebudowy pochodziła z tzw. „demobilu”. Były to elementy amerykańskiej produkcji dostarczane po wojnie do Polski w ramach pomocy UNRRA.

Zaglądając do wnętrza nadajnika można odnaleźć m.in. lampy z Węgier (Tungsram), Kanady (Canadian Marconi Company) i Stanów Zjednoczonych (RCA, General Electric – w tym produkcja wojskowa JAN-CG), kondensatory z Niemiec (Richard Jahre, Siemens), Wielkiej Brytanii i USA (olejowy General Electric), transformatory z Kanady (RCA Victor Montreal) i Niemiec (AEG), amerykańskie przekaźniki rtęciowe (Adlake), a także pochodzące stamtąd woltomierze (Westinghouse) oraz kanadyjskie (Stark Electrical Instrument Company) i polskie (A-3) amperomierze… Na pierwszy rzut oka każdy z tych elementów pochodzi z okresu po wyprodukowaniu oryginalnego nadajnika. I – siłą rzeczy – żaden z nich nie znalazł się w oryginalnej specyfikacji producenta. Najstarszy ze zidentyfikowanych przez nas komponentów – niemiecki kondensator z zakładu Richard Jahre, Spezialfabrik für Kondensatoren – wyprodukowany został w roku 1936… Stąd też wcześniejsza teza, że oryginalne części mogły zostać wykorzystane podczas okupacji do budowy innych nadajników.

Wspomniane elementy w pochodzącej z 1927 roku ażurowej obudowie (trzy ścianki i sufit z otworem na fider) można dziś zobaczyć na własne oczy. Od 1999 roku zbudowany przez studentów nadajnik znajduje się w Muzeum Politechniki Warszawskiej przy ulicy Noakowskiego. Gdyby zaś ktoś chciał zobaczyć dzieło inżynierów Western Electric w pełnej okazałości, to musi się udać za Ocean. W Connections Museum w Seattle znajduje się młodszy niż podpoznańska obudowa i bardziej rozbudowany 1-kilowatowy nadajnik o nazwie „6 B Radio Transmitter”. Jego produkcja ruszyła w roku 1928.

Program na środę, 25 sierpnia 1926 (Polskie Radjo)

15:00-15:15

Komunikat gospodarczy
 

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

17:00-17:25

Odczyt z działu „Najnowsza historja Polski”
prof. Henryk Mościcki

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

17:30-18:30

Koncert popołudniowy
 

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

18:30-18:55

Bajki
 

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

19:00-19:25

Drugi odczyt z cyklu „Historjozofja Polski” pt. „Polska w obliczu sfinksa dziejów” – prelekcja II-ga pt. „Role cywilizacyjne w Polsce”
Marjan Pajor

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

19:25-19:35

„Rozmaitości” nad program
 

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

20:00-20:15

Komunikat rolniczy
Szczepan Mędrzecki

„Radjofon Polski” (22.08.1926), „Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

20:30-22:00

Wieczór operowy: Pietro Mascagni: Rycerskość wieśniacza
Marja Budziszewska (śpiew) /artysta Opery Warszawskiej/, Maryla Karwowska (śpiew) /artysta Opery Warszawskiej/, Adam Dobosz (śpiew) /artysta Opery Warszawskiej/, Marjan Palewicz (śpiew) /artysta Opery Warszawskiej/, chór, Dagoberto Polzinetti (fortepian)

„Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

Wieczór operowy: Intermezzo
Gienia Umińska (skrzypce)

„Echo Warszawskie” (24.08.1926), „Kurjer Warszawski” (25.08.1926)

22:00-22:15

Czas. Komunikaty prasowe
 

 

Ilustracja tytułowa: Nadajnik Western Electric 6A w roku 1927, tabliczka na obudowie oraz jego obudowa w roku 2026

Źródło ilustracji tytułowej: „Kurjer Poznański”, 24.04.1927; Narodowe Archiwum Cyfrowe, ks

Comments

There are no comments

Post a comment