RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 12.06.1925. Zespół baletowy Opery Warszawskiej z dyrektorem Emilem Młynarskim na dworcu w Paryżu i broszura dotycząca festiwalu. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Śląska Biblioteka Cyfowa: „Festival de Musique Polonaise”, Warszawa 1925

Poświęcając wczoraj miejsce Eugeniuszowi Porębskiemu nie zmieściliśmy informacji o odbywającym się 11 czerwca 1925 roku w Operze Paryskiej Festivalu Muzyki Polskiej. Złożony z czterech koncertów cykl zorganizowany został jako impreza towarzysząca Wystawie Sztuk Dekoracyjnych i Nowego Przemysłu. Nad Sekwaną pojawił się m.in. dyrektor opery warszawskiej Emil Młynarski, skrzypek Paweł Kochański, pianiści Artur Rubinstein i Zbigniew Drzewiecki, sopranistka Maria Aleksandrowicz oraz tancerki. W programie nie zabrakło muzyki Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki, Ludomira Różyckiego i Karola Szymanowskiego. Jak donosiła Polska Agencja Telegraficzna:

Dzisiejszy koncert towarzystwa muzyki radjotelefonicznej „Radiola” poświęcony będzie całkowicie programowi festiwalu muzyki polskiej w operze paryskiej.

Z tej zapowiedzi trudno jednoznacznie wywnioskować co i gdzie tak naprawdę zostało nadane… Pierwsza niewiadoma to „towarzystwo muzyki radiotelefonicznej Radiola”. Stacja o tej nazwie, mająca promować sprzedaż tak samo nazywających się odbiorników, nadawała w Paryżu w latach 1922-1924. 29 marca 1924 roku została przekształcona w Radio Paris. Jednak lektura programu radiowego w „Le Figaro”, „Excelsiorze” czy „Le Matin” nie przynosi 11 czerwca takiej pozycji… O 16:45 stacja ta nadała natomiast… koncert z festiwalu muzyki rosyjskiej z udziałem zasłużonego dla Rosji śpiewaka operowego Aleksandra Michajłowicza Dawidowa, który z uwagi na utratę słuchu w 1914 roku zakończył karierę na deskach opery, oraz utworami Czajkowskiego, Rimskiego-Korsakowa i Borodina.

Samo wydarzenie – niezależnie od tego czy do transmisji radiowej doszło czy nie – okazało się wielkim sukcesem. Relacje francuskiej prasy na występ naszych rodaków możemy poznać dzięki broszurce, która miesiąc później opublikowana została w Warszawie. I tak np. „Paris Soir” 15 czerwca 1925 roku opublikował taki tekst:

Przyznajemy: pierwszem następstwem była ta okoliczność, że tysiące ludzi obecnych na tej uroczystości i tysiące uświadomionych przez komunikaty i niezliczone anonse powtarzają dzisiaj: „Skoro istnieje muzyka polska, istnieje więc i Polska; skoro ta muzyk od Mikołaja Zieleńskiego i Bartłomieja Pękiela z wieku 16-go i 17-go aż do współczesnego nam Karola Szymanowskiego rozwija się ciągle, więc i Polska się ciągle rozwija i żyje”!

Ten prosty i logiczny wniosek – zapewne wielce pożądany dla rządu polskiego – wywołany został w pojęciach tłumu przez śpiewaków, wirtuozów, tancerzy, orkiestrę i chóry. Czy taki rezultat nie był wart zachodu?

Festival był czarujący. Poznaliśmy na nim wiele utworów nieznanych u nas do chwili obecnej. Poza Chopinem cudownie genjalnym, cenionym i ukochanym już oddawna, odtworzonym z olśniewającą maestrją Rubinsteina, ileż istniało nieznanych u nas dzieł muzycznych Melcera, Moniuszki, Różyckiego! Cośmy wiedzieli o przecudnych piosenkach, śpiewanych z takim wdziękiem przez p. Aleksandrowicz? Czyśmy znali właściwą wartość pełnego temperamentu, wytrawnego i pracowitego kompozytora oraz dyrygenta p. E. Młynarskiego, obecnego dyrektora Opery Warszawskiej? Czyż zdołaliśmy w trakcie sezonu obecnego osądzić według istotnej wartości koncert Szymanowskiego, tak bogaty, potężny i nowoczesny, wykonany arcywspaniale przez p. Kochańskiego?

Więcej szczegółów zdradzało „Liberté” z 16 czerwca:

Usłyszeliśmy więc motet „In Monte Oliveti” Zieleńskiego, napisany na pięć głosów, motet w stylu palestryńskim, który podobał się nam, gdyż posiada czystą linję, powagę pełną wzruszenia zaś jego konstrukcja kontrapunktyczna jest mocna, nieco szorstka, bardziej potężna niż delikatna, ale wielce wyrazista. Usłyszeliśmy dalej „Sanctus” dla ośmiu głosów Pękiela, którego zalety są tej samej miary; bardziej jest może szczery niźli zręczny, ale posiada siłę uczucia porywającą słuchacza bezpośrednio. Fragment z „Protesilasa i Laodamii” Henryka Melcera, w którym jak Ifigenja wśród swych towarzyszek lub Orfeusz przy grobie Eurydyki, Laodamia płacze pośród swych służebnych przypomina nieco Glucka, nieco Berlioza, cośkolwiek zaś dramaty muzyczne w stylu włoskim wieku XIX-go. Chory Opery odśpiewały ten utwór znakomicie. Pan Henryk Melcer jest obecnie dyrektorem Warszawskiego Konserwatorjum. Jest to muzyk szlachetny i wytrawny. Największą jednak radość zawdzięczamy koncertowi dla skrzypiec z orkiestrą pana Szymanowskiego, muzyka jeszcze młodego, uważanego w swoim kraju za wodza szkoły nowoczesnej polskiej, co jest rzeczą najzupełniej słuszną. „Concerto”, dzieło napisane bardzo swobodnie, o niezwykłej różnorodności, pełne kombinacyj nieprzewidzianych, bogate i żywe, zainteresowało mię bardzo.

Ilustracja tytułowa: Zespół baletowy Opery Warszawskiej z dyrektorem Emilem Młynarskim na dworcu w Paryżu i broszura dotycząca festiwalu

Źródło ilustracji tytułowej: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Śląska Biblioteka Cyfowa: „Festival de Musique Polonaise”, Warszawa 1925

Comments

There are no comments

Post a comment