RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 05.08.1925. Ilustracja z okładki pisma „Radio News”. Źródło: „Radio News” 1/1926

Uważni Czytelnicy być może zauważyli już, że w pewnym momencie w pismach Stanisława Odyńca określenie radioamator zmieniło się w radiofil. Wynikało to z faktu zarezerwowania tego pierwszego na potrzeby osób zajmujących się – jak dziś – łącznością na falach krótkich. O ile określenie autorstwa Odyńca, choć nienotowane dziś w słownikach, jest ładne i klarowne, o tyle redaktor „Dziennika Poznańskiego” podpisujący się inicjałami K. L. nie był tak subtelny… Pisząc na początku sierpnia artykuł o potrzebie popierania amatorów fal krótkich napisał… zresztą niech określenie to znajdzie się w cytacie:

Żeby zabezpieczyć się przed szpiegowską telegrafią musianoby rozciągnąć nadzwyczaj gęstą sieć rządowych stacji podsłuchowych oraz radiogoniometrycznych – co spowodowałoby ogromne wydatki. Jedyną więc radą jest rozwój prawdziwego radioamatorstwa na krótkich falach. Mówię „prawdziwego”, ponieważ laików posiadających gotowe odbiorniki i słuchających tylko koncertów można nazwać amatorami złej muzyki, ale nie radio-amatorami. Jeżeli będziemy mieli dostateczną ilość amatorów krótkich fal, umiejących dobrze odbierać telegrafję i pracujących z zamiłowaniem, żaden szpieg nie potrafi się ukryć.

Jak możemy dopomóc amatorom? Najpierw rząd musi zezwolić na amatorskie nadawanie (znieść zbyt wielkie formalności, wysokie opłaty, obecność urzędnika przy nadawaniu), gdyż tylko pod warunkiem możliwości obustronnej korespondencji amatorzy będą się dostatecznie daną dziedziną interesowali. Pozatem szeregiem nagród i premji trzeba popierać najwięcej zdolnych amatorów. Nie mówię już o specjalnych nagrodach za wykrycie nielegalnych stacji. Prócz rządu w tej akcji musi przyjąć żywy udział społeczeństwo: pp. kupcy powinni dostarczać amatorom odpowiednich akcesorji, jak odpowiednie lampy, kondensatory obrotowe z małą pojemnością początkową itp., radio-stowarzyszenia muszą popierać takich amatorów i popularyzować krótkie fale szeregiem wykładów oraz konkursów.

Tekst ten wywołał spore poruszenie. Kilka dni później na łamach „Dziennika Poznańskiego” można było przeczytać pierwszą reakcję jednego z „amatorów złej muzyki”:

Nie wiem co sobie myślał autor pisząc powyższe. Amatorami złej muzyki. Z tego można wnioskować, że radjo służy tylko celom doświadczalnym, dla pewnej grupy osób, tzw. „prawdziwych radjoamatorów”. Tak jednak nie jest. Radjo jest udostępnione ogółowi. Czem bowiem tłomaczy się ogromny rozwój radjotelefonji np. w Ameryce, Anglji i Niemczech. Ogół przecież kupuje aparat dla słuchania muzyki, mów etc. Szanujące się towarzystwo, zarządzające stacją nadawczą, będzie się więc siliło na to, aby dobór programu był jaknajlepszy. I tak jest w rzeczywistości. Z dziedziny muzyki mamy wieczory poważne, jak np. koncerty symfoniczne, na których gra się utwory Bacha, Beethovena, Mozarta, Haydna, Schuberta, Maglera etc., pozatem słyszymy najróżniejsze opery w skrótach lub w całości, niekiedy w doborowych obsadach: muzyka lekka jest także licznie reprezentowana, a amatorowie tańca mają w określonych godzinach stale swoje shimmy, foxtroty itd. Gdzież tu jest zła muzyka? Widocznie dla autora muzyka nie istnieje, kiedy się o niej tak ładnie wyraził. Lecz oprócz niego istnieje także bardzo dużo osób, które właśnie tę złą muzykę chętnie posłuchają.

Może jednak nasi prawdziwi radjoamatorzy są tak dumni ze swej wiedzy, że separują się wprost od innych? Prawda, że osoba kupująca radjoaparat z początku technicznej strony działania aparatu przeważnie nie zna. Dopiero z biegiem czasu zaznajamia się z zasadami lampy katodowej, falami elektromagnetycznymi etc. Mimo to słucha chętnie w dalszym ciągu stacje silniejsze, u nas w Polsce dobrze słyszane, później nawet wyławia bardzo słabe stacje, które uchwycić nie jest rzeczą łatwą. Powoli „laik posiadający gotowy odbiornik” jest sam w stanie wybudować odbiornik mniej czy więcej skomplikowany. Nie mogę się więc doszukać „amatorów złej muzyki”…

Dla prawdziwych radjoamatorów program istnieje tylko po to, aby zbadać jak działa nowozbudowany aparat. Niektórzy nie wiedzą nawet wcale jaką stację słuchają. Dla nich stacja i program to rzecz zupełnie poboczna. Istnieje jednak dużo osób, które umieją się zająć i jednem i drugiem.

Na tym liście sprawa się nie skończyła… Do tematu będziemy jeszcze wracać.

Ilustracja tytułowa: Ilustracja z okładki pisma „Radio News”

Źródło ilustracji tytułowej: „Radio News” 1/1926

Comments

There are no comments

Post a comment