Wydarzyło się 7.08.1925

W roku 1925 radio z każdym dniem coraz bardziej wdzierało się do codzienności. Efektem tego było m.in. pojawienie się tego tematu w ilustrowanym piśmie satyrycznym „Mucha” – o tym napiszemy jutro – jak i w prasie prowincjonalnej. „Gwiazdka Cieszyńska” z 7 sierpnia tłumaczyła co to jest radio:
Niema już dziś zapewne czytelników, którzyby nie słyszeli o radio, jednak mało ich zdaje sobie dokładnie sprawę co to jest owo »radio«. Postaramy się więc pokrótce wytłómaczyć na czem polega ten nowy przyrząd, który ma tak doniosłe znaczenie w życiu politycznem, ekonomicznem i prywatnem.
Radio-telefon, czyli telefon bez drutu, jest poniekąd zwykłą rozmową na dalszą przestrzeń. Jeżeli człowiek mówi, wówczas wypuszcza z płuc powietrze, przechodzące przez gardło i jamę ustną, ewentualnie nosową, które sprawia drganie. Owo drganie nazywamy falą. Fale takie wychodzą np. z rurek organów pod naciskiem miecha, ze strun skrzypiec przy pociąganiu smyczkiem itp. Fale te dochodzą do naszego ucha i tu poruszają bębenek, który zapomocą odpowiednich drgnień przesyła otrzymany głos do nerwów mózgowych.
Rzućmy na wodę kamień, a zauważymy wówczas kręgi, które im bardziej się oddalają od środka, stają się coraz słabszemi. Jeżeli między tymi kręgami znajdzie się np. gałąź, to fale odbijają się od niej, podobnie jak fale głosu odbijają się o nasze uszy.
Fale głosu w podobny sposób rozchodzą się od swego źródła, czyli miejsca wyrzucenia tych fal w powietrze i stopniowo słabną. Aby więc można się było porozumieć na dalszą odległość, używano przyrządów, które łapią owe fale, wzmacniając je i przenoszą dalej za pomocą drutu. Jest to tzw. telefon, który składa się z cienkiej blaszki (membrany) i magnesów (wzmacniaczy). O blaszkę odbijają się fale głosu i przy pomocy magnesów powodują drganie, które przez drut telefoniczny przechodzą natychmiast na drugi koniec drutu do słuchawki i tam zamieniają się na fale głosowe, które słyszymy.
Radio jest niczem Innem tylko telefonem bez drutu. Drganie fal przenosi tu niewidzialna materja, zwana eterem, otaczająca całą kulę ziemską. Dlatego fale wypuszczone z jednej stacji mogą być słyszalne na całym świecie, o ile natrafią na odpowiedni zespół drutów, zwanych antenami, połączonych następnie z aparatem odbiorczym.
Ponieważ jednak stacji nadawczych, czyli wypuszczających fale jest wiele, dlatego zadaniem aparatu radio jest nie tylko chwytanie tych drgań i zamienianie ich na fale głosowe, ale i oddzielanie jednych od drugich, czyli łapanie tylko tych fal, których chcemy słuchać.
Dzięki tym zaletom aparatu, radio tak szybko się rozpowszechniło w całym świecie. Służy ono dla wyborców, którzy choć znajdują się w odległych stronach, słyszą wybornie mowy kandydatów, pozwala na słuchanie koncertów odbywających się na drugiej półkuli, wierni za pomocą tego aparatu słuchają nabożeństw i kazań, okręty znajdujące się na pełnem morzu nie tracą łączności z lądem, dzięki iskrom elektrycznym tego przyrządu.
Taniość tych aparatów, dozwalająca nabycie ich przez każdego średnio zamożnego człowieka, nie stoi w żadnym stosunku do usług, jakie nam oddaje, to też spoglądając w niedaleką przyszłość, śmiało możemy sobie powiedzieć że za lat kilka nie będzie zakątka, gdzieby takiego aparatu nie było.
Wojskowe stacje posługują się aparatami radio-telegraficznymi, gdzie odpowiednie dźwięki wydane przez aparaty oznaczają litery alfabetu. Ponieważ fale i tu rozchodzą się na wszystkie strony zachodziłoby więc niebezpieczeństwo podsłuchania ważnych rozmów. Zabezpiecza się od tego tzw. depeszami szyfrowemi, czyli specjalnem ułożeniem dźwięków, oznaczających litery alfabetu, znanym tylko np. dwóm stacjom; inne stacje, choć łapią te dźwięki, nie potrafią jednak depesz odczytać.
Ilustracja tytułowa: Fale na wodzie
Źródło ilustracji tytułowej: Stanisław Burzyński „Radio a życie”, Warszawa 1925


Comments
There are no comments