Wydarzyło się 13.10.1925

We wtorek, 13 października 1925 roku, „Dziennik Poznański” powracał do kwestii wszechobecnych pisków pojawiających się w wielkopolskim eterze…
Tak często już powtarzaliśmy, że dla amatora gruboskórny sąsiad, który się nie umie obchodzić ze swoim aparatem i w swoją antenę daje tyle pisku, ile tylko jego lampy wydać mogą, jest plagą nie łagodniejszą od któregokolwiek z mojżeszowych biczów Egiptu. Wystarczy tylko posłuchać np. Wrocławia w niedzielę popołudniu lub też którejkolwiek z silniejszych stacji zagranicznych, przedewszystkiem Rzymu, by stracić odrazu ochotę na radjo. I najdziwniejsze z wszystkiego to to, że najczęściej w eterze najmniej krępują się ludzie, którymby np. nigdy na myśl nie przyszło w teatrze podczas przedstawienia gwizdać lub też wycierać sobie nos manierą żubra z puszczy Białowieskiej. Jednak w eterze nie krępują się bliźnimi zupełnie.
Można do pewnego stopnia zrozumieć, że szukając jakiejś stacji amator sprzęgnie trochę silniej niżby należało. Przy naszych „wielkomiejskich” trzaskach tramwajów i przewodów świetlnych istotnie nie zawsze łatwo będzie znaleźć słabszą trochę stację przy luźnem sprzęgu, jednak w imię dobra wspólnego z niedogodnością tą trzebaby się pogodzić, temwięcej, że kto się chce przedostać np. przez tłum niezawsze musi koniecznie bliźnim żebra łamać łokciami. Praktyka jednak okazuje, że najwięcej pisków znajduje się przy falach stacji silnych, np. Wrocław i Berlin, także podczas koncertów Koenigswusterhausen w niedzielę w południe. Bo niedosyć, że taki gruboskórny amator piszczy, lecz chcąc otrzymać odbiór możliwie jaknajgłośniejszy, by zaimponować „dobrocią” swego oryginalnego Telefunkena wszystkim ciotkom i pobudzić do zazdrości przyjaciół, sprzęga tak silnie, że membrana trzeszczy w telefonie a najpiękniejsza wiolonczela wychodzi jak muzyka na grzebieniu. I wtedy wszyscy sąsiedzi zmuszeni są doznawać tych samych rozkoszy, bo przy takim sąsiedzie ustawić na ton czysty jest fizyczną niemożliwością.
A więc amatorzy, pamiętajcie przedewszystkiem nigdy nie powiększać sprzężenia poza punkt, w którym odbiór staje się choćby trochę tylko nieczysty. Gdy aparat nasz zaledwie „rozmazuje” antena nasza już piszczy!
Gazeta rozpoczęła też swego rodzaju akcję marketingową – w ramce obok artykułów umieszczany był tekst: „Zbyt ciasne sprzężenie jest bezwzględnością wobec sąsiadów. Stroić należy ostrożnie przy luźnem sprzężeniu”. A skoro już jesteśmy przy temacie odbiorników, powróćmy do opublikowanego w dodatku radiowym „Rzeczpospolitej” opracowania Janusza Odyńca. Po odbiornikach kryształkowych i lampowych o amplifikacji naturalnej pora na aparaty regeneracyjne… O wilku mowa…
Aparaty regeneracyjne można podzielić znów na aparaty prosto regeneracyjne, zwane częściej reakcyjnemi albo z niemiecka „o sprzężeniu zwrotnem” oraz na aparaty superreakcyjne. Pierwsze w najprostszej formie różnią się od aparatów o amplifikacji naturalnej tem tylko, że prąd z detektora skierowuje się przez dodatkową zwojnicę, która indukcyjnie (z pewnej odległości) działa na jeden z obwodów poprzednich przelewając w ten sposób drgania zamplifikowane z powrotem do obwodu pierwotnego, poczem zostaje ona powtórnie amplifikowaną.
System ten dając nadzwyczajne wzmocnienie ma jednak tę wadę, że przy nieumiejętnej obsłudze wytwarza gwizdy, które aparat wypromieniowuje w przestrzeń jako stacja nadawcza, przeszkadzając w audycji innym aparatom odbiorczym w promieniu kilku, a nieraz kilkunastu kilometrów. Bardziej głębsze różnice w tej grupie posiadają aparaty „refleksowe”, mniejsze neutrodyny.
Przegląd ten zakończymy niebawem opisem superheterodyny. Tymczasem zajrzyjmy jeszcze do Wielunia, gdzie nieświadomy niebezpieczeństw redaktor miejscowej gazety narzekał na małe zainteresowanie radiem wśród publiczności miejscowej…
W sali Tow. Muzycznego „Lutnia” (dom p. Łebkowskiego przy ulicy Palestranckiej) funkcjonuje aparat „Radjo”. Codziennie od godziny 5 do godz. 11 wieczorem wysłuchać można pięknego koncertu, śpiewu lub też odczytu naukowego z różnych części świata jako to: z Wiednia, Berlina, Paryża, Londynu, a nawet z Rzymu, za bardzo niewielką opłatą. Szkoda tylko, że publiczność miejscowa tak mało się interesuje tym wielkim wynalazkiem i tak mało uczęszcza na te przyjemne i naukowe rozrywki.
Ilustracja tytułowa: Odbiornik Paragon RA-10
Źródło ilustracji tytułowej: Wikipedia (https://en.wikipedia.org/wiki/File:Paragon_RA-10_Radio_Receiver,_1920_-_National_Electronics_Museum_-_DSC00230.JPG)


Comments
There are no comments