RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 26.10.1925. Fragmenty artykułów z „Expressu Porannego”, „Kurjera Zachodniego” i „Nowego Dnia”. Źródło: „Express Poranny”, 20.12.1928, „Kurjer Zachodni”, 18.03.1927, „Nowy Dzień”, 19.03.1927

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią powracamy do historii nieszczęśliwej miłości młodszego Kazimierza Szperalskiego. To dreszczowiec, zatem osoby delikatne, o słabych nerwach, zapraszamy ponownie jutro… I w tej relacji – jak przystało na cykl o stuleciu radia – przewinie się ten wynalazek… choć jego rola jest tu dość mroczna. Wszystko – wierząc ówczesnej prasie – wydarzyło się na przełomie 1926 i 1927 roku. Akcja rozpoczęła się w Poznaniu, w domu siedemnastoletniej panny Alfredy Ciuraszkiewiczówny. W relacji z procesu sądowego na łamach „Ziemi Lubelskiej” z 21 grudnia 1928 roku można było przeczytać:

Panna Alfreda miała narzeczonego i zamierzała wkrótce wyjść zań zamąż. Na kilka tygodni przed ślubem młoda narzeczona dowiedziała się, że wybrany jej utrzymuje stosunki z jej matką.

Oskarżony, wedle relacji „Expressu Porannego” z 20 grudnia 1928 roku, określił to tak:

Miała narzeczonego, którego kiedyś złapała na gorącym uczynku zdrady z jej własną matką. Rzuciła dom i zamieszkała u stryjostwa.

Dalej redaktor „Expressu” pisał już własnymi słowami:

Taką poznał ją Kazimierz Szperalski, liczący niespełna 17 lat uczeń hrubieszowskiego gimnazjum i zakochał się. Poszły w kąt książki i nauka, chłopak chodził jak odurzony.

Miłość miała nie pozostawać nieodwzajemniona. Dziennikarz „Ziemi Lubelskiej” pisał:

Młodzi podobali się sobie i… postanowili się pobrać. Ojciec Kazia sprzeciwił się jednak temu i pewnego dnia wyprosił p. Alfredę za drzwi. Wówczas młodych ogarnęła rozpacz, postanowili popełnić samobójstwo.

Tu pojawia się pewien rozjazd w relacjach. „Kurjer Warszawski” z 20 grudnia 1928 roku pisał:

Kiedyś nawet matka oskarżonego wpadła do Ciuraszkiewiczów z laską i wypędziła od nich syna, który nie mógł sobie darować doznanego afrontu.

Wydaje się, że to, co napisał redaktor „Ziemi Lubelskiej”, jest bliższe prawdzie… W 1927 roku prasa pisała – jakże romantycznie – o porwaniu. Nie znalazło to jednak potwierdzenia w zeznaniach złożonych później przed sądem. W relacji z procesu na łamach „Expressu Porannego” ujawniono:

Pewnego dnia stryjostwo dziewczyny otrzymali od niej list z zawiadomieniem, iż odbiera sobie życie wraz z człowiekiem, którego kocha.

W opisie dalszych losów redaktorzy „Ziemi Lubelskiej” i „Kurjera Warszawskiego” są zgodni. Poniżej ta druga relacja.

On odlał do butelki kwasu siarczanego z akumulatorów od radja, ona zaś postarała się o kilka złotych na drogę do poblizkiego Zamościa. Przybywszy do Zamościa oboje udali się na cmentarz i schronili w ruinach kapliczki. Spędzili tam całą noc.

Teraz oddajmy głos oskarżonemu. Jego słowa przytoczył „Express Poranny”:

– Nad ranem Ala powiedziała „no, czas już”. Wówczas nalałem kwasu siarczanego w szklaneczkę. Wypiła to duszkiem, chwyciła się za pierś i padła na ziemię rzężąc strasznie. Poczęła się wić w strasznych konwulsjach… Nie mogłem na to patrzeć i zdusiłem ją za szyję, by skrócić jej cierpienia…

Wedle relacji zamieszonej w „Ziemi Lubelskiej” Ciuraszkiewiczowa wijąc się w śmiertelnych kurczach miała wołać: „Kaziu, ratuj!”. Gdy wyzionęła ducha Szperalski uciekł na dworzec i tam wpadł w ręce policjantów. Wedle pierwszych doniesień w obłędzie chciał rzucić się pod pociąg, później – przed sądem – zeznał, że zabrakło mu odwagi by pójść w ślady narzeczonej.

Przed sądem okręgowym Szperalski oskarżony został o zabójstwo i współudział w samobójstwie. Od tego pierwszego zarzutu został uniewinniony, gdyż lekarz stwierdził, że przyczyną zgonu było działanie trucizny. Za pomoc w samobójstwie dostał 6 miesięcy w zawieszeniu na 5 lat. Sąd apelacyjny uchylił wyrok, do zarzutów dodał usiłowanie zabójstwa i skazał go na rok.

Skazany wystosował do sądu najwyższego skargę kasacyjną, w której pisze między innemi: „Gdy zobaczyłem krew płynącą z ust Ciuraszkiewiczówny, jej straszną mękę i konwulsyjne drgania, coś mną wstrząsnęło, coś się załamało w całej mojej istocie. Myśl pozbawienia się życia zniknęła u mnie w jednej chwili. Widząc okropne cierpienia narzeczonej odruchowo chciałem skrócić jej mękę, w każdym razie jednak nie chciałem pozbawiać jej życia, bo tego życia już nie było”.

Pismo oskarżonego przytaczał „Express Poranny”. Sąd Najwyższy miał uwzględnić skargę kasacyjną i odesłać sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Apelacyjny… Na ciąg dalszy w przedwojennej prasie nie natrafiliśmy…

Ilustracja tytułowa: Fragmenty artykułów z „Expressu Porannego”, „Kurjera Zachodniego” i „Nowego Dnia”

Źródło ilustracji tytułowej: „Express Poranny”, 20.12.1928, „Kurjer Zachodni”, 18.03.1927, „Nowy Dzień”, 19.03.1927

Comments

Wiktor *.itvmedia.pl 26-10-2025 18:29

Miłość Miłość Miłość jest bardzo wielka.

Post a comment