RadioPolska.pl - Jeszcze więcej radia!

Jeszcze więcej radia!
Ilustracja tytułowa dla dnia: 06.11.1925. Fragment artykułu „Duch solidarności” z pisma „Radio-Amator”. Źródło: „Radio-Amator” 21/1925

W ostatnich dniach przedstawialiśmy w naszym cyklu losy braci Odyńców, twórców pisma „Radio-Amator”. Dziś sięgnijmy po numer dwudziesty pierwszy ich pisma, datowany na 6 listopada 1925 roku. Otwierał go tekst „Duch solidarności” napisany przez niepodpisanego autora, choć można się domyślać spod czyjego pióra wyszedł… Pobrzmiewa w nim mentorski ton i echa narastającego wśród ojców polskiej radiofonii sporu. Rozłóżmy go na czynniki pierwsze…

Początek to wskazanie obiektywnych trudności oraz zasług Stanisława Odyńca – choć jego nazwisko wprost w tekście nie pada – na polu budowania ram organizacyjnych ruchu radiowego.

Radjo jest traktowane w Polsce po macoszemu. Wszystko i wszyscy sprzysięgli się aby mu utrudnić wkroczenie do naszego kraju. Szeroka publiczność wie o nim albo bardzo mało, albo zgoła nic. Tylko garstka entuzjastów pracuje z zapałem nad przygotowaniem u nas terenu dla niego.

Jeśli chodzi o walory techniczne, to w zakresie radja nie wiele mamy do okazania. Nie możemy się pochwalić żadnymi ciekawymi wyczynami w sporcie radjoamatorskim, ani jakimiś wybitniejszymi rezultatami na polu prac laboratoryjnych, przemysłowych etc. W jednym kierunku tylko osiągnęliśmy wyniki, które dają nam pewne przywileje wśród narodów „radjofikowanych”. Mamy na myśli nasze organizacje radjotechniczne. Cała dziedzina radja, wszelkie przejawy w niej życia zbiorowego ujęte są u nas w ramy organizacyjne. Radjoamatorzy grupują się w licznych radjoklubach, fachowcy mają swoją organizację naukowo-techniczną, przedsiębiorcy skupili się w Zrzeszeniu niedawno zalegalizowanem.

Równocześnie zaznacza się dążność do koordynowania, do centralizowania, działalności zróżniczkowanych placówek. Uwieńczeniem tej tendencji jest Centralny Komitet Polskich Zrzeszeń Radjotechnicznych, jednoczący w swojem łonie wszystkie polskie organizacje radjotechniczne, zarówno amatorskie, jak fachowe i przemysłowe. Jest to jedyna tego rodzaju organizacja w Europie; daje ona świadectwo ducha solidarności, jaki ożywia nasze poczynania na tem polu.

We wspomnianym wyżej kontekście nie dziwi podkreślanie roli Centralnego Komitetu Polskich Zrzeszeń Radiotechnicznych, którego Stanisław Odyniec był prezesem… W dalszej części artykułu pojawia się wspomniany mentorski ton.

Lecz zająć miejsce łatwo; trudnem jest utrzymanie się na niem. To też o ile bez trudu nadmiernego przyszło nam stworzyć nasze organizacje radjotechniczne, o tyle znacznego wysiłku wymaga utrzymanie ich przy życiu, a tembardziej ich rozwój. Współpracować w tym kierunku winni wszyscy. Nauczmy się rozróżniać co jest naszą sprawą prywatną, a co interesem ogółu. Tę pierwszą rozstrzygniemy sobie sami, według własnego widzimisię, ale drugiego nie wolno nam załatwić inaczej jak przez powołane do jego ochrony organizacje. Wszelka akcja jednostek czy grup poza ramami tych organizacji łamie karność i niszczy solidarność, a przez to zmniejsza siłę i odporność organizacji.

Dlatego też nawet gdybyśmy się najbardziej czuli dotknięci i pokrzywdzeni, nie wolno nam nic na własną rękę samemu lub pospołu z przyjaciółmi czy kolegami przedsiębrać. Możemy się tylko na organizacji naszej oprzeć do legalnie przez nas wybranych władz się odwołać i przez nie nasze postulaty przeprowadzić.

Czy ową prywatną jednostką nie chcącą podporządkować się karnie wspaniałej organizacji – i jej prezesowi – nie było Polskie Radio? Co musiało się tam wydarzyć, skoro w apelu mowa jest o jedności mimo odczuwania dotknięcia i pokrzywdzenia?

Mamy przed sobą do wypełnienia szereg pilnych i ważnych zadań: rewizja taryfy celnej, zmiana przepisów wykonawczych, propaganda radjowa, stacja nadawcza, etc. Nie rozpraszajmy więc naszej energji na drobne utarczki, nie zużywajmy sił i zasobów na pokonywanie urojonych lub przeolbrzymionych przeszkód lub napaści.

Przeżywamy ciężki kryzys. Na wszelkich polach – zastój. Przeczulenie nerwów i cisza czynią, iż brzęczenie komara uderza nas w ucho jak ryk słonia. Lecz wczujmy się w perspektywę czasu, opanujmy nerwowość i nie strzelajmy do komara z armaty! Armata i amunicja potrzebne nam będą do obrony istotnej. Skupiajmy się, wzmacniajmy nasze organizacje, a niech ten duch solidarności, który dotychczas nami kierował pozostanie i nadal naszym przewodnikiem.

Nie trzeba być psychologiem, aby zauważyć, że apel ten trudno nazwać rzeczywistym wyciągnięciem ręki do zgody… Słowa o urojonych – zdaniem autora – przeszkodach raczej nie wpłynęły na pozytywny odbiór tych słów u tego, dla kogo te przeszkody były realne.

Ilustracja tytułowa: Fragment artykułu „Duch solidarności” z pisma „Radio-Amator”

Źródło ilustracji tytułowej: „Radio-Amator” 21/1925

Comments

There are no comments

Post a comment