Wydarzyło się 7.11.1925

We wczorajszym odcinku znalazł się fragment o „urojonych i przeolbrzymionych” przeszkodach burzących solidarność potrzebną do rozwoju radia. Cóż, punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia. To co dla jednego urojone, dla drugiego może być kluczowe. Bezdyskusyjnie nieurojony problem miał pewien uczeń ósmej klasy wspominanego już w naszym cyklu gimnazjum Władysława Giżyckiego. Sprawę w liście do „Radio-Amatora” przedstawił jego ojciec, Franciszek Sobol.
Szanowny Panie Redaktorze!
Proszę mi wybaczyć, iż sprawą w pewnej mierze osobistą narzucam się uwadze czytelników poczytnego pisma Sz. Pana, ale myślę, że szerokiemu ogółowi nie będzie obojętny stopień kultury najkulturalniejszych wydawałoby się elementów społecznych, do których należy niewątpliwie profesor uniwersytetu. Syn mój, uczeń klasy ósmej szkoły W. Pana Giżyckiego po uprzedniem otrzymaniu pozwolenia od właścicielki domu przy ul. Wilczej Nr 11, pani Turowej, założył na dachu antenę, zaczepiając ją tylko jednem końcem, gdyż właściciel sąsiedniego domu z całą gotowością pozwolił na przytwierdzenie anteny, nad którą syn mój pracował w laboratorjum gimnazjalnem przez kilka tygodni w godzinach pozaszkolnych. Antena ta wisiała przez czas dłuższy, nie przeszkadzając nikomu. Dopiero w zeszłym tygodniu mąż właścicielki domu, profesor uniwersytetu, dr Tur, wezwał mego syna do siebie i bez żadnego usprawiedliwienia zdławionym głosem wykrztusił: „zdjąć na-tych-miast antenę”. Poczem uciekł z pokoju. Nie rozumiejąc powodu decyzji i zachowania się profesora syn mój oczywiście nie reagował na jego żądanie. Wczoraj wieczorem obcięta z rozkazu profesora antena spadła na podwórze niszcząc się doszczętnie.
Powstrzymując się od dalszych komentarzy wobec tego kulturalnego postępku profesora uniwersytetu dodaję, że sprawę skierowałem na drogę sądową. Z góry dziękując za umieszczenie powyższego pozostaję z poważaniem.
Do informacji czy sprawa trafiła na wokandę nie udało nam się dotrzeć… Kilka linijek niżej ten sam „Radio-Amator” przynosił szczegóły dotyczące lwowskiej stacji radioamatorskiej.
Donoszą nam ze Lwowa, że od kwietnia r.b. działa tam stacja nadawcza radjoamatorska. Początkowo nadawała pod znakiem LM3 autodyną z trzema lampami równolegle na fali około 510 m, następnie były czynione próby nadawania radjofonicznego. W październiku r.b. stacja ta zaczęła nadawać układem Meissnera z dwoma lampami równolegle, stosując coraz to nowe sposoby modulacji oraz nadając znakami Morse’a. Obecnie stacja ta nadaje pod znakiem TPAR na falach od 250 do 350 m w godzinach 22-23, ale nie codzień. Moc pierwotna tej stacji wynosi obecnie około 4 watów. W niedalekiej przyszłości, po nowej rekonstrukcji, stacja ta będzie nadawać na falach 40-60 m i mocą ok. 10 watów.
Nadawcą był szesnastolatek, Jan Ziembicki. Na zakończenie kartka z kalendarza. 7 listopada 1925 roku swoje czterdzieste urodziny obchodził Stanisław Nawrot, dyrygent i kompozytor. W programie stacji PTR zadebiutował niecałe cztery miesiące wcześniej – 15 lipca 1925 roku. Dyrygował wówczas orkiestrą Teatru Nowości. I był to początek jego bogatej radiowej kariery. Jak podaje „Encyklopedia Teatru Polskiego”, już od połowy lat dwudziestych komponował ilustracje muzyczne do słuchowisk, w 1928 roku został dyrygentem chóru radiowego, następnie orkiestry rozrywkowej, a w 1935 roku jednym z czterech dyrygentów Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Po wojnie organizował i prowadził chór i kapelę ludową rozgłośni warszawskiej. Zmarł 20 lutego 1970 roku.
Ilustracja tytułowa: Jan Ziembicki (LM3, TPAR)
Źródło ilustracji tytułowej: http://uarl.org.ua/index.php/statti/854-ot-lw3-i-do-sp6fz


Comments
There are no comments