Wydarzyło się 30.11.1925

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią powracamy dziś do pierwszego spektaklu radiowego teatru wyobraźni. Jeszcze zanim słuchacze usłyszeli pierwsze wystrzały armat Alojzy Kaszyn w „Radjofonie Polskim” pisał tak:
Opracowując wymieniony utwór dramatyczny genjalnego Wyspiańskiego na radjofon staraliśmy się, nie kalecząc tekstu zbytniemi skreśleniami, wydobyć i nadać wyraz skoncentrowany zarówno głównej myśli utworu, jako też uwypuklić plastykę poszczególnych postaci. W celu wywołania wyobrażenia miejsca i tła akcji wprowadziliśmy tło dekoracyjne, w postaci efektów dźwiękowych, jak np. odgłosy wystrzałów armatnich, dolatujących z pola bitwy, tętentu koni przelatujących oddziałów kawalerji, twardego kroku piechoty, sygnałów trąbki, wreszcie, jako leitmotyw akcji – melodję „Warszawianki”, już to granej na klawikordzie, nuconej i śpiewanej przez obecne w salonie osoby, już to jako pieśń żołnierską, echa której to głośniej, to ciszej dolatują z oddali.
W celu wyjaśnienia zasadniczych zmian akcji, jak np. zjawienie się nowych postaci lub opuszczeniu sceny przez osoby dramatu, odczytywane będą wyjaśnienia autora. Każdy taki anons, jako przerwa w akcji, zaznaczany będzie dźwiękiem gongu – przed i po wygłoszeniu anonsu.
Jak odebrali to słuchacze? Oddajmy głos redaktorowi „Kurjera Warszawskiego”:
Dobrany i specjalnie wyszkolony przez p. Kaszyna zespół ze szkoły p. Wysockiej wykonał nadanie „Warszawianki” Wyspiańskiego. Cała trudność nadania takiego djalogu polega na odpowiedniem natężaniu i osłabianiu głosów oraz na umiejętnem rozmieszczeniu „nadających”. Trudności te pokonano dopiero pod koniec „Warszawianki”, co dobitnie mógł sprawdzić wczoraj każdy posiadacz aparatu radjofonicznego.
Zdania jak zwykle były podzielone… w przeciwieństwie do opisywanej już w naszym cyklu audycji czwartkowej ta niedzielna spodobała się redaktorowi „Polski Zbrojnej”:
Wieczór powyższy możemy śmiało nazwać pierwszą próbą odtworzenia sztuki teatralnej w polskim radjofonie, która wypadła bardzo udatnie. Należą się tutaj słowa uznania p. Alojzemu Kaszynowi, który wybrał, opracował i zainscenizował „Warszawiankę” Stanisława Wyspiańskiego, utworu najbardziej być może z całej naszej literatury dramatycznej nadającego się na obchód listopadowy. W wyobraźni radjofilów przemknął się przed oczyma gen. Chłopicki i cała groza i tragizm epoki ówczesnej. Byliśmy przeniesieni myślą w dzieje roku 1831, 25 lutego w trzeci dzień bitwy pod Grochowem.
Całość wieczoru artystyczna jak i techniczna wypadła, jak na polską radjofonję, imponująco. Redakcja zdali egzamin z sił twórczych.
Nieco radiowej kuchni w swojej recenzji zdradzał Adam Wieniawski na łamach „Rzeczpospolitej”:
„Warszawiankę” opracował i inscenizował w radjofon p. Alojzy Kaszyn przy współudziale wykonawczym pp. Łaniewskiej, Kosińskiej, Powalskiego i chóru amatorskiego. Bardzo pomysłowo oddano odgłosy przejeżdżającej konnicy za pomocą wybijania rytmu o własne kolana, a przemarszu piechoty przez mocne przecieranie szczotek ryżowych o twarde meble. Melodja „Warszawianki”, tworząca tło muzyczne, przewijała się na przemiany przez fortepian i chór mieszany. Wszystkie te fonetyczne efekty skontrolowano szeregiem poprzedzających koncert prób.
Pozytywna recenzja znalazła się też oczywiście w „Radjofonie Polskim”. Na zakończenie odnotujmy, że 30 listopada 1925 roku swoje 46. urodziny obchodził Władysław Szczawiński, aktor, śpiewak i reżyser, od sezonu 1922/1923 dyrektor warszawskiego Teatru Nowości. Jak odnotowuje Encyklopedia Teatru Polskiego, był synem Antoniego Szczawińskiego i Doroty z Kukowskich. Urodził się w Krakowie, kształcił we Lwowie, a na deskach teatralnych zadebiutował w Kaliszu. Jeszcze przed I wojną światową występował w Warszawie, Łodzi i Lublinie, a po jej wybuchu – jako poddany austriacki – udał się do Rosji. Tam pojawiał się na deskach teatrów w Moskwie i Petersburgu. W tym okresie stworzył duet z Kazimierą Niewiarowską. Po powrocie do Polski osiadł w Warszawie. Był niewątpliwie miłośnikiem „telefonu bez drutu”. Prasa niejednokrotnie drukowała jego fotografie przy odbiorniku w gabinecie, sam też kilkukrotnie wystąpił w programie stacji PTR. Do II wojny światowej grał jeszcze w Krakowie, Wilnie i we Lwowie, a po niej w Toruniu i Łodzi. Zmarł 5 maja 1951 roku.
Ilustracja tytułowa: Władysław Szczawiński
Źródło ilustracji tytułowej: „Ilustracja” 7/1925


Comments
There are no comments