Wydarzyło się 3.12.1925

W czwartek, 3 grudnia 1925 roku, przed mikrofonem stacji PTR stanęła kolejna zapomniana dziś, śpiewaczka – Kara Ermit. Próżno szukać jej charakterystycznego nazwiska w internetowych encyklopediach czy współczesnych opracowaniach. „Cyfrowe” ślady jej scenicznej działalności można odnaleźć jedynie w liczących ponad sto lat gazetach dostępnych w internetowych bibliotekach. Najstarsze pochodzą z czerwca 1906 roku, kiedy to młoda śpiewaczka wystąpiła obok Janusza Korczaka i Jana Adolfa Hertza w wieczorze wokalno-literacko-deklamacyjnym na rzecz nieszczęśliwych ofiar rzezi chuligańskiej. Po tym występie wychodzący w Warszawie dziennik polityczny, społeczny i literacki „Z dnia na dzień” pisał:
W pannie Karze Ermit poznaliśmy śpiewaczkę o ładnym, metalicznym głosie sopranowym, już wyrobionym i inteligentnym, acz niezupełnie zrównoważonym.
Jeszcze w tym samym roku występowała w Filharmonii, w koncercie dobroczynnym na rzecz wydziału wyszukiwania pracy, z którego część dochodu przekazana została na potrzeby niezamożnych uczniów szkoły E. Konopczyńskiego. Podczas kolejnych występów wspierała m.in. stowarzyszenie nauczycieli i nauczycielek Żydów miasta Warszawy, Warszawski Związek Artystów Muzyków Zawodowych, niezamożne uczennice 7-klasowej pensji p. Thalgrünowej, szkołę przy Pańskiej 66 oraz Towarzystwo Opieki nad Dziećmi. Następną jej aktywność odnotowaliśmy dopiero cztery lata później – w październiku 1912 roku – ponownie w Filharmonii… Co ciekawe, ówcześni redaktorzy widzieli w niej debiutantkę… Na łamach „Kurjera Polskiego” można było przeczytać:
Głos jej piękny, silny i doskonale wyszkolony przy bardzo artystycznej interpretacji dał nam poznać pannę Ermit jako śpiewaczkę bardzo poważną, którą niejednokrotnie jeszcze powinniśmy usłyszeć na estradzie.
Dziennikarze „Kurjera Porannego” ustalili, że kształciła się w Wiedniu pod kierunkiem prof. Ulanowskiego.
Wykazała ona głos posiadający wiele cennych przymiotów: świeżość, siłę, brzmienie donośne i sympatyczne. Emisja jest prawidłowa, jakkolwiek jeszcze nie zdobyła należytej pewności i wytrzymałości, gdyż po zaśpiewaniu kilku piosenek zauważyliśmy skłonność do subtelnego detonowania. Zmęczenie objawiło się zbyt prędko. Pomimo to p. Ermit należy gorąco zachęcić do dalszej pracy, jest to bowiem materjał bardzo obiecujący.
Pewne niedociągnięcia wskazywał też redaktor „Nowej Gazety”:
Śpiewaczka ta posiada bardzo ładny i miły głos, który brzmi doskonale z wyjątkiem niektórych górnych dźwięków, nieco jeszcze chwiejnych w intonacyi. Podkreślić nadto należy z uznaniem frazowanie świadczące o muzykalności, przypuszczać więc można, że w osobie p. Kary Ermit pozyskamy wybitną siłę artystyczną.
Dyrygentem był wówczas Józef Ozimiński, od 1926 roku kierujący orkiestrą Polskiego Radia. Wiosną 1914 roku artystka wystąpiła na zamknięcie sezonu Filharmonii Narodowej. Głosy w prasie były podzielone. Gdy recenzent gazety „Dzień” pisał o „dużym głosie sopranowym, ale nieprzygotowanym jeszcze do występów estradowych”, redaktor „Kurjera Warszawskiego” o głosie „pięknym niewątpliwie, silnym i bardzo rozległym w skali”, a dziennikarz „Kurjera Polskiego” odnotował „głos bardzo miły w brzmieniu, świeży, donośny, podatny do subtelnego cieniowania”, to w „Gazecie Porannej 2 Grosze” można było przeczytać, że „głos pani E. nie imponuje siłą i pięknością brzmienia”. Autorzy tekstów bardziej zgodni byli w kwestii warsztatu artystki:
Głos jej nie brzmiał równem natężeniem w całej rozciągłości skali, a i sam śpiew też nie zawsze miał wyraz odpowiedni. („Dzień”, 30.04.1914),
Artystka śpiewała z uczuciem, ładnie bardzo frazowała, lecz zauważyliśmy tendencyę do fortowania. Prócz tego artystka śpiewała niezbyt czysto. („Gazeta Poranna 2 Grosze”, 30.04.1914),
Ów piękny głos tak jest chwiejnie upozowany w krtani, że zdarza się, iż na dziesięć dźwięków wydobytych z krtani ani jeden nie jest czysty akustycznie, czyli mówiąc otwarcie, p. Ermit strasznie fałszuje w śpiewie. („Kurjer Warszawski”, 30.04.1914),
Tremolowanie i nieczyste śpiewanie przechodziło już u niej po za zakres wszelkiej możliwości. Postawienie tego głosu i emisja są wprost fatalne i męką jest słuchanie tych dźwięków fałszywych. Pani Ermit powinna uratować głos swój jakąś dobrą szkołą, bo w taki sposób jak teraz występować na estradzie nie można. („Goniec Wieczorny”, 1.05.1914).
W 1915 roku – podczas trwania I wojny światowej – prasa pisała o występach w Zurychu. Wydaje się, że potem – do czasu wystąpienia w stacji PTR – słuch o niej zaginął. Przed mikrofonem wykonała arię z „Orfeusza” Glucka oraz pieśń „Ah perfido” Beethovena.
Program na czwartek, 3 grudnia 1925 roku (Warszawa)
Godzina 18:00-20:00 / Fala 380 metrów
Christoph Willibald Gluck: Aria z opery Orfeusz I Eurydyka*
* – ówczesna prasa podawała Gluk
„Radjofon Polski” (11.12.1925)
Ludwig van Beethoven: Ah Perfido*Posłuchaj: Utwór
* – ówczesna prasa podawała A perfido
„Radjofon Polski” (11.12.1925)
Joseph Haydn: Kwartet smyczkowy d-moll („Kwintowy”) op. 76 nr 2 (I. Allegro, ll. Andante e piu tosto allegretto, lll. Menuetto, lV. Finale. Vivace assai)Posłuchaj: Utwór
„Echo Warszawskie” (3.12.1925), „Radjofon Polski” (11.12.1925)
Ludwig van Beethoven: Kwartet F-dur op. 18 nr 1 (I. Allegro con brio, II. Adagio affetuoso ed appassionato, III. Scherzo, IV. Allegro)Posłuchaj: Utwór
„Echo Warszawskie” (3.12.1925), „Radjofon Polski” (11.12.1925)
Ilustracja tytułowa: Fragment zapisu nutowego utworu „Ah Perfido” Ludwiga van Beethovena
Źródło ilustracji tytułowej: imslp.org


Comments
There are no comments