Wydarzyło się 7.01.1926

Od publikacji w codziennej i specjalistycznej prasie pierwszych artykułów przedstawiających stację nadawczą na warszawskim Mokotowie od środka mijało już dziesięć miesięcy. Co przez ten czas się zmieniło? Na kolejną wycieczkę po jej siedzibie czytelników „Radjofonu Polskiego” zaprosił Stanisław Odyniec. Z racji na obszerność relacji, jak i chęć jak najpełniejszego oddania atmosfery panującej na miejscu przedstawimy ją niemal w całości, w kilku częściach.
Okazały, stylowy dom parterowy z piętrową pośrodku nadbudową, oto siedziba zarządu T-wa PTR na Mokotowie, a zarazem przytułek tymczasowej stacji radjofonicznej. Meldujemy się do p. dyr. Rudniewskiego. Po chwili znajdujemy się w jego gabinecie. Jest to duży, widny pokój, połowę którego zajmują urządzenia amplifikacyjne radjostacji. W kącie przy biurku siedzi p. Rudniewski. Skromna, a zarazem ujmująca powierzchowność znamionuje człowieka, który nie goni za rozgłosem, a znajduje zadowolenie w samej pracy, w poczuciu spełnionego obowiązku. Niezmiernie miły w obejściu z uśmiechem zadowolenia udziela nam objaśnień.
– Jak panom wiadomo, półtora miesiąca temu wznowiliśmy działalność naszej stacji. Jest to uwieńczenie zabiegów w tym kierunku Centralnego Komitetu Polskich Zrzeszeń Radjotechnicznych. T-wo PTR oddało mu do dyspozycji swoją stację ponosząc ponadto koszty technicznego jej prowadzenia. Z drugiej strony T-wo „Polskie Radjo”, tj. koncesjonarjusz polskiej radjofonji udzielił Komitetowi stałej subwencji pieniężnej, co umożliwiło mu nadawanie codziennych koncertów. Zasługa tu przedewszystkiem dyr. Z. Chamca, który z całą życzliwością poparł usiłowania Komitetu. Obejmując stację, a właściwie jej „studjo” – Komitet zaszczycił mnie misją jego prowadzenia. To też przypadło mi w udziale ciężkie zadanie prowadzenia z ramienia Komitetu programów stacji. Dzielnie mi w tem dopomaga p. A. Kaszyn, nasz konferansjer, a zarazem mój pomocnik w dziale artystycznym. Może jednak przerwiemy na chwilę rozmowę i zechcą panowie rozejrzeć się w naszem gospodarstwie. Proszę za mną.
W tej chwili przyłącza się do nas inż. Rabęcki, techniczny kierownik stacji. Jest on właśnie tą tajemniczą ręką, która w szeroki świat wyrzuca lawinę fal elektromagnetycznych. Niewidzialny, a czujny, kieruje ich ruchami. Wychodzimy z gabinetu dyr. Rudniewskiego na korytarz, po drugiej stronie którego znajdują się drzwi do „studjo”.
O tym jak na przełomie 1925 i 1926 roku owo studio wyglądało napiszemy jutro, tymczasem zerknijmy jeszcze do programu stacji. W czwartek, 7 stycznia 1925 roku, Halina Czerniawska przedstawiła kolejne „Bajeczki dla grzecznych dzieci”, a kapela drumlistów pod dyrekcją Stanisławskiego wykonała m.in. pieśni legionowe, romanse cygańskie oraz… utwory Moniuszki i Chopina. Ale chyba nie wypadło to najlepiej… w każdym razie „Radjofon Polski” zamieścił taką recenzję:
Program wykonany ostatnio przez kapelę dromlistów był mniej szczęśliwie niż zwykle dobrany. Nie nadają się na dromlę utwory poważniejsze, jak np. polonez Chopina, natomiast doskonale wychodzą produkcje lżejsze, jak np. tańce narodowe, pieśni ludowe, romanse cygańskie itd.
Ciekawe jak na taką muzykę zareagowałyby… ryby…
Pomysłowi rybacy-amatorzy amerykańscy wabią do siebie na wędkę ryby przy pomocy dźwięków koncertów radjofonicznych. Tuba głośnika jest pogrążona w wodę i w ten sposób działanie jego przyciąga ku sobie roje ryb. Podobno rozmaite gatunki ryb rozmaicie reagują na charakter produkcji.
Forele wabią się najlepiej na melodie skoczne, shimmy i jazz-bandy przypadają im najwięcej do gustu. Karpie natomiast i liny o usposobieniu widać melancholijnym najwięcej lubią walce i to starsze, Straussowskie melodie są dla nich najwłaściwsze. Szczupaki wcale na muzykę nie reagują, lecz słuchają z zajęciem głosu ludzkiego, a więc kazań, odczytów, komunikatów, notowań giełdowych i towarowych.
Niedowiarki (gdzież ich nie ma?) powątpiewają o prawdziwości powyższych spostrzeżeń.
To tłumaczone z zachodniej prasy doniesienia opublikowane na łamach „Ziemi Lubelskiej” i łódzkiej „Ilustrowanej Republiki”.
Program na czwartek, 7 stycznia 1926 roku (Warszawa)
Część I
Bajeczki dla grzecznych dzieci
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Część II
Fantazja z opery Halka Stanisława Moniuszki
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Andrzej Brzuchal-Sikorski: Pieśni legionowe
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Mazur
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Romanse cygańskie
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Fryderyk Chopin: Polonez A-dur
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (6.01.1926), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Komunikaty
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Sygnał czasu podług chronometru Głównego Urzędu Miar
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Nasz Przegląd” (7.01.1926)
Ilustracja tytułowa: Łowienie ryb z radiem na obrazku w piśmie „Radio News”
Źródło ilustracji tytułowej: „Radio News” 9/1925


Comments
There are no comments