Wydarzyło się 8.01.1926

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią kontynuujemy dziś wędrówkę po zakamarkach Warszawskiej Stacji Radjofonicznej. Oczyma – i piórem – Stanisława Odyńca zaglądamy do studia…
Jest to obszerna czterookienna sala, ściany, drzwi, okna i sufit której zawieszone są draperjami z ciemno-zielonego sukna. Na podłodze dywan. W ten sposób zabezpiecza się czystość audycji od domieszek dźwięków obcych, szczególniej hałasu z ulicy.
W kącie studja znajduje się na ciężkiej drewnianej podstawie mikrofon, ściślej mówiąc – magnetofon, będący najczulszym instrumentem radjostacji. Mikrofon jest tem oknem na świat, przez które promieniuje słowo, pieśń i muzyka naszej stacji. Dziwne ma się uczucie stając przed mikrofonem. Oto niewielka skrzynka metalowa zawieszona na wysokości naszej głowy na grubym pasie gumowym. Patrzy w nas okrągłem wielkiem okiem miedzianem. Spojrzeliśmy na nią obojętnie – aż oto nam mówią – to mikrofon – i wówczas martwy ten przedmiot nabiera dziwnego wyrazu, a zbliżając się doń uczuwamy niewytłomaczony lęk i tremę. Zabiera głos inż. Rabęcki:
– Mówi się, śpiewa lub gra przed tym właśnie mikrofonem. Pobudzone w nim przez to prądy elektryczne są jednak zbyt słabe, aby je w tym stanie użyć do transponowania na fale elektromagnetyczne. Należy więc je uprzednio wzmocnić. To też mikrofon połączony jest kablem z amplifikatorami, które panowie widzieli w gabinecie p. dyr. Rudniewskiego. Tutaj prądy otrzymywane z mikrofonu odpowiednio się wzmacniają i idą do urządzenia nadawczego, znajdującego się w drugim końcu naszej fabryki. Tam te prądy, zasilane dotychczas przez akumulatory, w pewien sposób łączą się z prądami szybkozmiennemi wytwarzanemi w aparaturze nadawczej – wskutek czego te ostatnie otrzymują modulację i w tej postaci trafiają do anteny, z której wypromieniowują w przestrzeń fale elektromagnetyczne otrzymywane w radjoodbiornikach.
W tym samym numerze „Radjofonu Polskiego” ukazał się wspomniany już przez nas tekst Alojzego Kaszyna o wadach i zaletach tłumienia głosu w studiu. Powrócimy do niego w przyszłości, podobnie jak do sesji pytań i odpowiedzi oraz opisu wizyty przy nadajniku.
Wznowienie emisji przez stację wzbudziło zainteresowanie nie tylko dziennikarzy, ale też przeciętnych zjadaczy chleba. Taki wniosek można wysnuć czytając notatkę opublikowaną 8 stycznia 1926 roku w „Rzeczpospolitej”… choć zastanawiające jest, że podsumowuje ona już styczeń…
W ciągu dwuch ostatnich miesięcy: grudnia i stycznia – sytuacja handlowa na rynku radjowym uległa znacznej poprawie. W bardziej znanych firmach radjotechnicznych ruch handlowy wzrósł o 100 proc. w porównaniu do listopada r.ub. To znaczne zainteresowanie się radjofonją niewątpliwie przypisać należy dobroczynnym wpływom wywieranym przez działanie własnej stacji broadcastingowej.
Tego samego dnia „Dziennik Wileński” wyjaśniał:
Wobec podnoszonych wątpliwości co do ważności upoważnień na zakup, założenie i eksploatację radjostacyj odbierających wystawionych przez Dyrekcje Okręgowe Poczt i Telegrafów w roku 1924 i 1925 Generalna Dyrekcja P. i T. wyjaśniła, że upoważnienia te pozostają w mocy i nadal do dnia uruchomienia stacji nadawczej radjofoniczej, co ma nastąpić w najbliższych tygodniach.
Na zakończenie tradycyjnie kilka słów o tym, co można było usłyszeć na fali 380 metrów… A piątek, 8 stycznia 1925 roku, przyniósł wieczór poświęcony niemal w całości Wolfgangowi Amadeuszowi Mozartowi. Znany nam już Lul na łamach „Radjofonu Polskiego” określił go mianem najwartościowszego w pierwszym pełnym tygodniu stycznia.
Kwartet prof. Bronisława Lewensteina odegrał przepiękny kwartet G-dur Mozarta oraz kwartet F-dur Dvoraka, zaś nasza świetna pieśniarka, pani Stanisława Argasińska, znakomitem wręcz odśpiewaniem szeregu pieśni Mozarta jeszcze raz dowiodła jak wielką kulturę muzyczną, muzykalność oraz jak dalece opanowany głos posiada. Szczęśliwsze widać ustosunkowanie się p. Argasińskiej do mikrofonu pozwoliło artystce lepiej niż podczas pierwszego swego występu w radjofonie wykazać swe zalety i walory głosowe. Szczególnie udaną była arja z opery „Il re pastore” z towarzyszeniem skrzypiec (prof. Br. Lewenstein). Na wstępie koncertu dał red. Alojzy Kaszyn zwięzłą charakterystykę muzyki Mozarta oraz przypomniał słuchaczom daty bjograficzne oraz koleje życia wielkiego artysty.
I tu jeszcze słowo o ciężkim losie badacza historii… Autor tekstu wspomina o jednym wcześniejszym występie Stanisławy Argasińskiej… tymczasem my doliczyliśmy się co najmniej trzech – w pierwszych dniach prób w lutym 1925 roku, 2 kwietnia oraz 29 grudnia.
Program na piątek, 8 stycznia 1926 roku (Warszawa)
Część I
Słowo wstępne o Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Wolfgang Amadeus Mozart: Kwartet G-dur nr 14 (I. Allegro vivace assai, II. Menuetto, III. Andante cantabile, IV. Molto allegro)*Posłuchaj: Utwór
* – ówczesna prasa podawała nr 12
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Część II
Wolfgang Amadeus Mozart: Pieśni
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Wolfgang Amadeus Mozart: Aria z opery Il re pastore
„Radjofon Polski” (17.01.1926)
Część III
Antonín Dvořák: Kwartet F-dur op. 96 (I. Allegro ma non troppo, II. Lento, III. Molto vivace, IV. Finale. Vivace ma non troppo)Posłuchaj: Utwór
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Komunikaty
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Sygnał czasu podług chronometru Głównego Urzędu Miar
„Radjofon Polski” (31.12.1925), „Rzeczpospolita” (7.01.1926), „Echo Warszawskie” (8.01.1926)
Ilustracja tytułowa: Stanisława Argasińska
Źródło ilustracji tytułowej: „Radjofon Polski” 5/1926


Comments
There are no comments