Wydarzyło się 30.01.1926

Kto w sobotę, 30 stycznia 1926 roku, wystąpił przed mikrofonem w Wilnie na razie nadal pozostaje tajemnicą. W Warszawie był to ponownie Benedykt Hertz, ale tym razem w repertuarze dla dorosłych. W wieczorze satyry, humoru i tańca oprócz niego wzięła udział Janina Kulikowska i zespół orkiestralny Antoniego Adamusa.
O tym z jakimi zagwozdkami przy takich i innych występach mierzyli się warszawscy radiowcy w „Radjofonie Polskim” napisał Stanisław Odyniec. To jeszcze jedna z naszych styczniowych zaległości. W pierwszej części swojego tekstu, opartego o rozmowy z Romanem Rudniewskim i Alojzym Kaszynem, przywoływał on cytowane już przez nas sposoby wywoływania efektów akustycznych oraz problemy artystów z tłumieniem pogłosu.
Inna trudność to rozmieszczenie artystów w „studjo”, które jest inne niż w salach koncertowych. Śpiewak ma tu fortepian za sobą , przed sobą lub obok, jak to bywa na estradzie – to mu niesłychanie utrudnia zgranie się z akompanjamentem. Jeżeli chodzi o orkiestrę i chóry – to przed mikrofonem winny one być inaczej ustawione niż podczas produkcji normalnych. Wymaga to wielu prób a przedewszystkiem tego, aby dyrygent znajdował się nie w studjo tylko w innym pokoju przy odbiorniku, wówczas dopiero jest on w stanie pokusić się o dyrygowanie muzyką radjofoniczną. Właśnie prof. Kazuro, zapalony zwolennik radjofonji – wszedł już na tę drogę i w myśl jego wskazówek ma być urządzona na naszej stacji specjalna instalacja świetlna: za naciśnięciem guzika zapala się np. czerwona lampka – to znak aby tenory się ściszyły; gdy lampka zielona zacznie migać – barytony biorą mocniej itd. – według sygnałów czterech różnokolorowych lampek.
Największy jednak kłopot jest z solistami. Z muzykami rzecz idzie jeszcze jako tako, co się tyczy śpiewaków i artystów dramatycznych to tu czasami bywa całkiem źle. Rzecz dziwna, mikrofon, przedmiot martwy o wyglądzie całkiem niewinnym przyprawia częstokroć wrażliwszych artystów o niesłychaną tremę. I to nie nowicjuszów, a wytrawnych i rutynowanych aktorów.
Występował tu kiedyś Stanisławski z „Polskiego”. Uproszony zadeklamował bajkę Krasickiego: „Osiołkowi w żłoby dano…” – Po skończeniu padł na krzesło, zlany potem, mówiąc, że to najtrudniejsza rola na scenie nie kosztowała go takiego wysiłku. P. Betcherowa, utalentowana artystka charakterystyczna z „Perskiego Oka” nie mogła przed dwoma tygodniami wypowiedzieć swego monologu z powodu zbyt wielkiej tremy. Przykładów podobnych możnaby przytaczać bez liku, – stwierdzają one wszystkie lęk i tremę, jakie ogarniają artystów wobec metalowego krążka mikrofonu.
Lecz nie to jest najgorszem. Soliści aktorzy i śpiewacy estradowi nie mogą się wyzbyć przed mikrofonem swych nawyknień scenicznych. Śpiewak np. dając forte i fortissimo postępuje na scenie krok naprzód, natomiast gdy uczyni to przed mikrofonem wywołuje fatalne brzęczenie membrany, musi się więc raczej cofnąć. W ogóle produkując się przed mikrofonem artysta powinien stać nieruchomo, odwracając zlekka głowę przy nutach silnych. Nie wszyscy dają się temu wymaganiu podporządkować. A niestosowanie się do niego wywołuje w słuchaczach zupełnie mylne wyobrażenie o danej transmisji, gdzie śpiew to cichnie to potężnieje w niewłaściwych miejscach. Jednakże są artyści, jakgdyby urodzeni dla radjofonu. Odrazu wczuwają się w wymagania studja i zastosowują się do nich. Co się tyczy walorów wokalnych, to te nie zawsze dla radjofonu są odpowiednie. Są głosy tak wybitne radjofonicznie, że wartość ich tylko przez radjofon może być oceniona właściwie. Ale są takie, które w radjofonie otrzymują brzmienie wprost okropne. Można powiedzieć, że jak dla kinematografu wymaga się twarzy fotogenicznej tak i dla radjofonu poszukuje się głosy radiofoniczne.
Nasza tymczasowa stacja ma pod tym względem wielkie znaczenie, jako warsztat doświadczalny, który po okresie prób pozwoli stanąć nam w pełnym rynsztunku wobec Europy po uruchomieniu wielkiej stacji koncesyjnej.
Z ostatniego zdania można wywnioskować jakie oczekiwania wobec tworzenia programu Polskiego Radia miał Stanisław Odyniec…
Na zakończenie odnotujmy, że 46. urodziny obchodził Feliks Szymanowski, pianista, kompozytor, starszy brat Karola Szymanowskiego. Przed mikrofonem stacji PTR wystąpił 21 lutego 1926 roku.
Program na sobotę, 30 stycznia 1926 roku (Warszawa)
Część Ia
Benedykt Hertz: Mowa sejmowa posła Wierciołka
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Benedykt Hertz: Renesans
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Benedykt Hertz: Idealista
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Benedykt Hertz: Zmierzch niepodległości
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Część Ib
Jasell: Film
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Bajkowski: Kochałam cię
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Bajkowski: Legenda pocałunku
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Pieśni
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Część II
Muzyka taneczna
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Komunikaty
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Sygnał czasu podług chronometru Głównego Urzędu Miar
„Radjofon Polski” (24.01.1926), „Polska Zbrojna” (29.01.1926), „Nasz Przegląd” (30.01.1926)
Program na sobotę, 30 stycznia 1926 roku (Wilno)
Fala 446 metrów
Koncert próbny
„Dziennik Wileński” (31.01.1926)
Ilustracja tytułowa: Benedykt Hertz
Źródło ilustracji tytułowej: „Radjofon Polski” 10/1926


Comments
There are no comments