Wydarzyło się 24.03.1926

Środa, 24 marca 1926 roku, obfitowała w doniesienia radiowe z kraju i ze świata. Krakowski „Ilustrowany Kuryer Codzienny” demaskował „Nowy skandal radjofoniczny” (o tym za chwilę), „Robotnik” pisał o „tajnej debacie o sprzedaży Wytwórni aparatów telegraficznych i telefonicznych”, w Łodzi – w Miejskiej Galerii Sztuki w Parku im. Henryka Sienkiewicza – odbyło się walne zgromadzenie członków radioklubu, na którym omawiane były kwestie jego reorganizacji, a w Warszawie prowadzone były dalsze próby stacji nadawczej Polskiego Radia, tym razem z brzmieniem fortepianu. Te – jak informowała potem „Gazeta Kaliska” – w mieście nad Prosną słychać było wybornie. W Paryżu – jak zgodnie informowało „Echo Warszawskie” i „Dziennik Poznański” – popularność zdobyła nowa gałąź sportu, czyli zawody o mistrzostwo radiofoniczne. Polegały one na nastawieniu jak największej liczby stacji w ciągu pięciu minut bądź – wedle drugiej opcji – odebraniu dwóch wskazanych przez jury stacji w jak najkrótszym czasie. Rekordzista w ciągu pięciu minut „złapał” wówczas sześć stacji…
Skupmy się jednak na wspomnianym artykule z „IKaCa”. Skandal ów miał polegać na pobieraniu przez warszawską spółkę abonamentu od Krakusów. W tekście roiło się od błędów merytorycznych, półprawd i kłamstw – ot chociażby podpisujący się inicjałami W. S. autor konsekwentnie pisał, że koncesję na nadawanie zdobyło „Polskie Towarzystwo Radjofoniczne”.
Sprawa broadcastingu w Polsce przybiera coraz bardziej skandaliczne rozmiary. Rząd wbrew wyraźnemu brzmieniu ustawy o radjotelegrafji i radjofonji w Polsce dał monopol na budowę radjofonicznych stacji nadawczych jednemu towarzystwu, które – jak zresztą było do przewidzenia – monopol ten wykorzystuje bezwzględnie wyłącznie na swoje dobro, nie dając społeczeństwu w zamian nic lub prawie nic. „Polskie Towarzystwo Radjofoniczne”, jako właściciel koncesji monopolowej na budowę broadcastingu w Polsce, przed niedawnym czasem uruchomił stację nadawczą w Warszawie, która od godziny 6 do 8 wieczorem nadaje swe produkcje. Korzystać z niej mogą radjoamatorzy posiadający w obrębie zasięgu tej stacji aparaty detektorowe i za to słusznie muszą uiszczać pewne opłaty na rzecz Broadcastingu. Zresztą tak jak jest na całem świecie, że koszta produkcji pokrywają abonenci. Natomiast nie uczestniczą w kosztach radjoamatorzy posiadający poza obrębem zasięgu radjowego przy pomocy detektorów aparaty wielolampowe, któremi mogą chwytać fale znajdujące się w atmosferze. A więc radjoamator w Londynie, Paryżu, w Wiedniu czy Berlinie uczestniczy we wszelkich opłatach ustalonych przez broadcasting danego miasta, względnie w pewnym promieniu, zawsze ściśle oznaczonym, w pobliżu tego miasta. Natomiast radjoamator np. w Berlinie nie może być pociągany do żadnych opłat na rzecz broadcastingu np. w Monachjum, tak samo nowojorskiego radjoamatora nie obchodzą opłaty w San Francisco, jakkolwiek on przy pomocy aparatów wielolampkowych doskonale chwyta audycje z nad Pacyfiku. To są powszechnie obowiązujące zasady w państwach o szeroko rozgałęzionej radjofonji.
W tym miejscu wypada przypomnieć, że Niemcy to federacja krajów związkowych, a za Oceanem od początku radiofonia finansowana była z reklam i audycji sponsorowanych…
Tymczasem PTR w Warszawie wiedząc, że dzięki monopolowi nie będzie miała przynajmniej na razie konkurencji – ustanawia dla swego broadcastingu nieznane i nigdzie niepraktykowane przepisy. PTR, której dotychczasowe produkcje bynajmniej nie cieszą się uznaniem radjoamatorów polskich obawiając się nieuzyskania w promieniu zasięgu broadcastingu warszawskiego odpowiedniej liczby abonentów, którzyby mogli pokryć koszta audycji, jak również i dać pewien zysk – wpadła na pomysł, ażeby na rzecz broadcastingu warszawskiego opodatkować wszystkich radjoamatorów w Polsce, a więc i tych, którzy nie korzystają bynajmniej z produkcji broadcastingu warszawskiego.
Dalej autor twierdził, że Krakusy będą musieli płacić dwa abonamenty – jeden na stację warszawską, drugi na krakowską – i sugerował, że abonenci, którym nadawany program się nie podoba, nie powinni płacić.
Jest to nonsens, jednak w naszych warunkach mające wszelkie szanse urzeczywistnienia się. Monopoliści radjofoniczni w Warszawie jeszcze nie zdołali pokazać swej umiejętności w nadawaniu, jak również w doborze programów swych audycyj, a już starają się różnemi krętemi ścieżkami wyciągnąć od społeczeństwa jaknajwięcej pieniędzy. Za niedługo może dowiemy się, że PTR za pośrednictwem naszego rządu w drodze dyplomatycznej zażądało od wszystkich państw, aby ściągnęło od swych obywateli abonament z tytułu odbioru audycyj broadcastingu warszawskiego przy pomocy aparatu wielolampkowego. Nie sądźmy, że taka myśl nie zrodziłaby się w głowach warszawskich broadcastingowiczów, opierałaby się bowiem na takich samych przesłankach, jak i zamiar opodatkowania pozawarszawskich radjoamatorów.
Przypomnijmy w tym miejscu fragment punktu trzeciego koncesji:
Koncesjonariusz uprawniony jest do pobierania od wszystkich posiadaczy radioaparatów odbiorczych pewnych stałych opłat abonamentowych. Upoważnienie to stanowi wyłączny przywilej koncesjonariusza przez cały czas ważności koncesji i nie może ulegać ograniczeniom z racji powstania niezależnych od niego stacji nadawczych.
Wróćmy do artykułu. W. S. podsumowywał:
Sprawa ta jest wcale poważna, albowiem przy tego rodzaju zrozumieniu zadań i praw broadcastingu przez Polskie Towarzystwo Radjofoniczne w Warszawie nie można marzyć o rozwoju radjofonji w Polsce. Radjoamatorstwo nie może być krępowane żadnymi szczególnemi przepisami czy też opłatami na rzecz jednego towarzystwa. Przy takim systemie ruch radjofoniczny, rozwijający się szczególnie wśród młodzieży i mający doniosłe znaczenie społeczne i wychowawcze, dlatego znajduje tak życzliwą opiekę wszystkich państw na świecie z wyjątkiem Polski – byłby z miejsca utrącony, do czego dopuścić nie wolno. Polska w tej dziedzinie jest naprawdę unikatem na obu półkulach. Do tej pory nie mogła się zdobyć na jeden choćby broadcasting odpowiadający celowi, podczas gdy Niemcy, gdzie ruch radjofoniczny jest stosunkowo bardzo młody, bo datujący się dopiero od dwóch lat, posiada około dwa miljony uczestników i 16 stacyj nadawczych o bardzo wielkiej sile, np. w Königswusterhausen, która jest drugą stacją Europy. Pomijamy Anglję, Francję czy Rosję. Nawet taka maleńka Łotwa, dalej Estonia, Finlandja posiadają oddawna doskonałe stacje nadawcze, które państwom tym oddają niepospolite usługi w dziedzinie propagandy. Tymczasem u nas zamiast dążyć do częściowego choćby wypełnienia luki w dziedzinie radjofonicznej wszystko się robi, by ruch ten raczej zdusić, bo ważniejsze są interesa prywatne, aniżeli całego państwa.
Program na środę, 24 marca 1926 roku (Polskie Radjo)
Godzina 18:00-19:00
Próbne audycje fortepianowe i zapowiedzi
„Gazeta Kaliska” (26.03.1926)
Program na środę, 24 marca 1926 roku (Kraków)
Godzina 20:00-21:00 / Fala 446 metrów
Audycja próbna: Odczyt o historii powstania krakowskiej radjostacji nadawczej
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” (25.03.1926)
Audycja próbna: Wiadomości m.in. z „Nowej Reformy”
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” (25.03.1926)
Ilustracja tytułowa: Fragment artykułu o skandalu radiofonicznym w Warszawie
Źródło ilustracji tytułowej: „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, 24.03.1926


Comments
There are no comments