
„Codziennie trzeba było robić pomiary i wpisywało się do dziennika pracy, czyli poziom szumów własnych nadajnika i zniekształcenia nieliniowe” – wspominał Andrzej Jaśkiewicz, pracownik ośrodka w Woli Rasztowskiej – „Dwa razy w miesiącu z Polskiego Radia przyjeżdżał inżynier, przeważnie to był pracownik amplifikatorni, i bardzo często na noc zostawał, bo pomiary były po programie”. Norma na zniekształcenia wynosiła wówczas 3%, szumy nadajnika nie mogły być większe niż 53 dB. „Z częstotliwością to nie była sprawa Polskiego Radia, to już była nasza wewnętrzna sprawa i to było zagwarantowane” – opowiadał pan Jaśkiewicz – „To pod stałą kontrolą było, bo od razu by się zrobiły jakieś komplikacje międzynarodowe”.
Przy mikrofonie...
Andrzej Jaśkiewicz swoją pracę zawodową rozpoczął w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w Ośrodku Pomiarowo-Kontrolnym Ministerstwa Łączności w Grodzisku Mazowieckim – tym samym, który przed drugą wojną światową pełnił funkcję stacji odbiorczej dla Babic i Wacyna. Później – z uwagi na zakłócenia – obiekt, a w raz z nim pan Andrzej, przeniósł się do Poręb Leśnych. W ówczesnej nomenklaturze tamtejszy ośrodek nosił kryptonim 444. Pod koniec lat sześćdziesiątych trafił do Centralnego Laboratorium Radiokomunikacji, a następnie do stacji nadawczej w Woli Rasztowskiej. Był tym, który w lutym 1998 roku po raz ostatni wyłączył nadajnik. Na trzy lata przed emeryturą przeniesiony został do Raszyna, gdzie był świadkiem przeniesienia emisji Programu I Polskiego Radia do Solca Kujawskiego i zdemontowania nadajników OIRT.